Wyższy zasiłek dla bezrobotnych i 1300 zł wsparcia dla osób tracących pracę w czasie epidemii

0
obostrzenia
fot. archiwum

Premier Morawiecki oficjalnie zapowiedział wzrost zasiłku dla bezrobotnych oraz dodatkową pomoc finansową dla osób tracących pracę. Zasiłek dla bezrobotnych ma wzrosnąć do 1200 zł na miesiąc, a dodatkowe świadczenie to 1300 zł.

Choć przedstawione propozycje brzmią atrakcyjnie, a podwyższenie zasiłku dla bezrobotnych było postulowane przez wiele środowisk, to eksperci twierdzą, że ta zmiana plus proponowany dodatek niosą ze sobą pewne zagrożenia dla rynku pracy.

Wyższy zasiłek dla bezrobotnych

Dwa tygodnie temu pojawiły się pierwsze wyliczenia. Wynikało z tych szacunków, że przy założeniu, że pracę w efekcie pandemii straci 1 mln osób, to sam podwyższony zasiłek wyniesie 3,9 mld zł przez trzy miesiące, a jeśli ta sama grupa skorzystałaby z dodatku solidarnościowego, to daje to kolejne 3,6 mld zł. Jeśli podwyższony zasiłek dla bezrobotnych miałby być wypłacalny dla miliona osób przez rok, to daje to 15,6 mld zł. (Rzeczpospolita)

– Będziemy podnosić zasiłek dla osób bezrobotnych,  będzie on podniesiony z poziomu dzisiejszego 860 zł do poziomu 1200 zł, będzie też dodatkowa osłona solidarnościowa – dodatkowy zasiłek 3-miesięczny, dla osób, które teraz tracą pracę w wysokości 1300 zł – powiedział w piątek premier Mateusz Morawiecki.

Eksperci mają mieszane uczucia.

Podniesienie zasiłku do połowy minimalnego wynagrodzenia wydaje się wyważoną propozycją – przyznawał Andrzej Kubisiak, ekspert rynku pracy Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Jeśli jednak łączne świadczenia z tytułu utraty pracy miałyby wynosić 2500 zł nawet tylko przez trzy miesiące, to niesie to ryzyko wypychania ludzi na bezrobocie – ocenia. Zwłaszcza w przypadku słabiej płatnych zajęć – firma, która musi płacić pracownikowi płacę minimalną, chętnie „przesunie” ten obowiązek na państwo.

Jednak 2500 zł to już zbyt duża kwota. To niewiele mniej niż minimalne wynagrodzenie, które wynosi 2600 zł i natychmiast wiele osób zaczęłoby rozważać, czy opłaca im się pracować – zauważył Łukasz Bernatowicz, wiceprezes BCC.