Przychód z opłat za miejską toaletę jest niższy od samych wydatków na automaty wrzutowe

0
fot. archiwum

Miejski szalet w Brzegu przy ul. Piastowskiej został wyremontowany za ok. 200 tys. złotych i oddany do użytku w październiku 2017 roku. Opłata za korzystanie z toalety wynosi symboliczną złotówkę, ale systemem poboru opłat od początku stał się obiektem zainteresowania dla złodziei. Notoryczne kradzieże i zniszczenia automatów wrzutowych wygenerowały w tym czasie kilkukrotnie większe koszty niż przychód z poboru opłat. To nie jedyny problem, ponieważ każdorazowa kradzież powoduje zamknięcie „wandaloodpornego” obiektu nawet na kilka tygodni.


Miasto od początku funkcjonowania szaletu odnotowało przychód z tytułu opłaty za korzystanie w wysokości 2 390,23 zł, jednak koszty zakupu nowych zamków, kasetek i montażu tych elementów wyniósł do tej pory 8 400,00 złotych. Zamiast planowanych zysków, które mogłyby pokryć np. koszty środków sanitarnych, szalet przynosi straty.

Przypomnijmy, pierwszy „skok na szalet” miał miejsce już w grudniu 2017 roku, a więc niespełna 2 miesiące po zmodernizowaniu i otwarciu toalety. Wówczas obiekt został zamknięty na 8 tygodni, do czasu aż wymieniono kasetki i zamontowano kamery leśne, tzw. fotopułapki. Niestety, po tygodniu znów ukradziono kasetki.

Władze miasta postanowiły zainwestować w lepszy monitoring i dopiero wtedy wymienić „skarbonki” do pobierania opłat. Tak też się stało w połowie kwietnia 2018 roku, jednak to rozwiązanie również nie odstraszyło chętnych na złotówki. W nocy z 30 kwietnia na 1 maja sprawcy obrabowali część męską i damską. W tym przypadku policjanci ustalili i zatrzymali autorów kradzieży, i mogłoby wydawać się, że od tej pory złodzieje zaczną omijać brzeski przybytek.

Taka teoria była jednak złudna, bo w połowie października 2018 roku dwie osoby znów dobrały się do automatów wrzutowych, a publiczna toaleta została zamknięta – standardowo, do czasu wymiany kasetek. Kolejna naprawa, kolejny wydatek i kolejna kradzież miała miejsce zaledwie miesiąc później, bo pod koniec listopada 2018 r.

Bieżący rok nie przyniósł w tym zakresie żadnych zmian, bo na przełomie lutego i marca ponownie dokonano kradzieży kasetek ze złotówkami. Cena sławy brzeskiej toalety może nie jest zbyt wysoka, bo sprawę komentowały nie tylko media lokalne i regionalne, ale także ogólnopolska stacja telewizyjna.

Trzeba zaznaczyć, że w pierwotnym założeniu korzystanie z szaletu miało być bezpłatne, ale jak czytamy w jednej z odpowiedzi burmistrza Jerzego Wrębiaka na interpelacje radnej miejskiej Bożeny Szczęsnej – „Decyzję o zamontowaniu automatów wrzutowych podjęto już w trakcie budowy obiektu biorąc pod uwagę sugestie radnych”. W tym miejscu należy dodać, że część radnych sprzeciwiała się takiemu rozwiązaniu, jednak rzeczywiście – Rada Miejska poprzedniej kadencji przyjęła uchwałę w sprawie opłaty za korzystanie z szaletu.

Niekorzystny bilans dotychczasowych kosztów pojawił się z kolei w odpowiedzi burmistrza na jedną z ostatnich interpelacji radnej Anny Głogowskiej. Wynika z niego, że miasto zapłaciło kilkukrotnie więcej na naprawy systemu poboru opłat niż wyniósł z niego przychód. Wiadomo także, że w stosunku do ujawnionych sprawców kradzieży toczą się postępowania przed sądem, jednak to nie daje żadnych gwarancji na odzyskanie poniesionych strat.

Monitoring i piętnowanie wandali nie przyniosło do tej pory oczekiwanego skutku i z dużym prawdopodobieństwem można spodziewać się kolejnych „skoków na szalet”. W takiej sytuacji wypadałoby rozważyć montaż lepiej zabezpieczonego urządzenia do pobierania opłaty, albo zatrudnienie w tym celu pracownika, a być może należałoby całkowicie odstąpić od pobierania opłaty? Wtedy nie byłoby co kraść i dewastować, wszak toaleta za blisko 200 tys. złotych jest „wandaloodporna”.