Gastronomia to trudny rynek, ale tak ciężko i dziwnie jak teraz nie było jeszcze nigdy. Sprawdziliśmy jak wygląda powrót brzeskich restauratorów

0
wozownia

Restauracje powracają właśnie do życia, po długim czasie przygotowania posiłków na wynos i rozmaitych kombinacjach, żeby przetrwać. Odwiedziliśmy dwa brzeskie lokale – jeden to typowy pub, a drugi to wielka restauracja z ogródkiem. Okazuje się, że mimo różnic w skali oba mają masę problemów.

Obostrzenia i reżim sanitarny. Każdy otwierający się po kwarantannie punkt gastronomiczny, został zobowiązany do przestrzegania szeregu zasad. Wiele przepisów zmusiło do dużej reorganizacji pracy, układu stolików, przemeblowania, wyznaczania stref, przygotowywania masy materiałów informacyjnych dla gości, a nawet zmian dni i godzin, w których są czynne.

Gastronomia to trudny rynek, ale tak ciężko i dziwnie jak teraz nie było jeszcze nigdy

Jak się okazuje, nowe wymogi, sprawią że wielu restauratorom może nie udać się wystartować na nowo, bo sytuacja ich przerośnie, a ograniczenia wykluczą z działalności.

Stara Karczma w Brzegu
Stara Karczma w Brzegu

Jak mają się zachować malutkie punkty, które wydzielając bezpieczne strefy, mogą podejmować czterech lub sześciu gości?

Gdzie posadzić ludzi, kiedy trzeba dopytać czy są rodziną, czy tylko znajomymi, a wszystko odbywa się na drodze oświadczenia?

W jaki sposób zachowają się służby mogące kontrolować otwarte na nowo lokale pod kątem przestrzegania wprowadzonych rygorów?

I wreszcie, czy goście wrócą i zechcą przyjść do lokalu?

Stara Karczma
Stara Karczma w Brzegu

Pytań jest mnóstwo, a odpowiedzi znikąd. Branża gastronomiczna, jak wszystkie inne dostała obszerną listę obostrzeń, wprowadzanych wraz z pozwoleniem na ponowne otwarcie. Jednak wiele z nich jest niejasnych lub wieloznacznych. Nie wiadomo czasami jak zinterpretować konkretne zapisy i jak odniosą się do nich ewentualne kontrole.

Stara Karczma to typowy pub

Stara Karczma to typowy pub, do którego ludzie przychodzili od zawsze na piwo, drinka i przekąski. I na koncerty, odbywające się w weekend. Lokal nie jest wielki. Za barem stoją właściciele.

Koncerty i inne imprezy tego typu odpadają. Nie wiadomo kiedy będzie można do nich wrócić. Dla właścicieli to z pewnością cios, gdyż gromadziło się na nich masa ludzi i Karczma zazwyczaj pękała wtedy w szwach.

Obecnie wchodząc do lokalu konieczna jest dezynfekcja rąk. Goście mogą jedynie zasiąść do wskazanych stolików i czekać na podejście barmana, a obecnie w zasadzie kelnera. Nie ma mowy o swobodnym podejściu do baru, zagrania w rzutki albo podejście do napotkanych znajomych. Na stołach obok menu pojawiła się absolutna nowość – tabliczka z napisem „Zdezynfekowany”. Tak właśnie, właściciele lokalu mają teraz obowiązek dezynfekowania stolika po każdym kliencie. Stolików jest mniej, bo takie są ograniczenia wynikające z metrażu lokalu.

Obecnie wchodząc do lokalu konieczna jest dezynfekcja rąk

Właściciele Starej Karczmy musieli zmienić godziny pracy. Teraz działają od 12 do 22. Wynika to także z wprowadzenia powiększonego wachlarza kaw oraz deserów, aby zachęcić do przychodzenia we wcześniejszych godzinach.

W czasie epidemii Karczma była zamknięta, a jedynym źródłem zarobkowania była kawa w ziarnie, którą właściciele wprowadzili do sprzedaży już wcześniej.

Wozownia na ul. Piastowskiej to zupełnie inny kaliber, ale też więcej problemów. Po lokalu oprowadzają mnie właściciele Aleksandra i Janusz Piotrowicze.

– Pierwsza niedogodność dla gości to fakt, że znika wejście od parku. Wielu ludzi lubiło sobie do nas wejść tamtędy po niedzielnym spacerze. Obecnie nie wiadomo czy będą mieli ochotę iść dookoła – mówi Janusz Piotrowicz.

Wozownia, jak cała gastronomia w Polsce, musiała zamknąć się 14 marca. Właściciele nie ukrywają, że była to dla nich bardzo dziwaczna decyzja, gdyż uniemożliwiono im zrealizować zamówionych imprez na pobliski weekend. Zmarnowało się przez to sporo przygotowywanego pod nie jedzenia. Nie było też szans na zużycie piwa w rozpoczętych już beczkach. Tak więc, epidemia zaczęła się od strat.

Wozownia na ul. Piastowskiej to zupełnie inny kaliber, ale też więcej problemów

Przez czas kiedy restauracja była zamknięta, cała załoga otrzymywała normalne wynagrodzenie.

Wozownia

Wchodząc do restauracji musimy zdezynfekować dłonie, a następnie będziemy pouczeni gdzie możemy usiąść. Obsługa musi tez spytać czy jesteśmy z rodziną czy znajomymi. Wynika z tego reżim zasiadania do stolika. Z osobami, z którymi nie zamieszkujemy musimy siedzieć w odległości 1,5m. Oczywiście nikt nie jest w stanie zweryfikować prawdziwości naszego oświadczenia, bo obsługa nie ma przecież prawa do legitymowania itp. czynności.

W ogródku oraz wewnątrz wyznaczone są strefy, w obrębie których znajduje się stolik. Ilość miejsc dla gości skurczyła się znacznie. Obecnie w restauracji, jednocześnie może przebywać 140 osób.

Za całą obsługę odpowiadają kelnerzy. Nie ma możliwości podchodzenia do baru. Kelner ma podawać potrawy na tacy, gdyż nie może dotykać talerzy z których mają zjeść goście. Podobnie jest zresztą ze sztućcami, szklankami, filiżankami i pokalami na piwo.

W ogródku oraz wewnątrz wyznaczone są strefy

W zasadzie jedynym miejscem, do którego możemy się udać osobiście to toaleta, ale także tam napotkamy sporą tablicę informacyjną. Dowiemy się z niej jak prawidłowo myć ręce oraz używać rękawiczek. Nie ma obowiązku noszenia maseczek. Nie dotyczy on także kelnerów – mogą ale nie muszą.

Oczywiście nie ma szans na realizację masowych imprez okolicznościowych, koncertów oraz innych tego typu wydarzeń. Na imprezę można się ewentualnie umówić, ale mogą w niej uczestniczyć osoby zamieszkujące pod wspólnym dachem.

Jak widać jest wiele wymagań, niedomówień, ale też obaw. Trudno przewidzieć, jak zareagują ludzie i czy wrócą do restauracji.

– Z niepokojem czytamy doniesienia z wielkich polskich miast. Okazuje się, że lokale, które niegdyś tętniły życiem, świecą obecnie pustkami – mówi Pani Aleksandra.

Wystrój został też mocno zubożony. Na stolikach nie może być obrusów ani elementów dekoracyjnych i kwiatów. Nie wolno ich też wcześniej nakrywać.