Z czym do ludzi, Panie Premierze?

16

Samochód sprzedam!
Niedawno była mi dana możliwość zapoznania się z procedurą rejestracji pojazdu sprowadzonego z zagranicy. Dla zwykłego Francuza czy Niemca, sprzedaż lub kupno używanej lodówki, telewizora, samochodu czy pralki, to zwyczajna sprawa.

 Jedna osoba towar – sprzedaje, druga – kupuje, i kwita. Nie potrzeba na to nawet stosownej (urzędowej) umowy. Wiadomo, samochód potem trzeba wyrejestrować z ruchu, aby nie płacić podatków i ubezpieczeń, a nowy nabywca musi swój pojazd zarejestrować, aby mógł bezpiecznie poruszać się w ruchu. Procedura trwa kilkanaście minut. U nas, nawet gdy się zakupi pojazd z obszaru innego województwa – procedura wydawania dokumentów ciągnie się prawie miesiąc. To chore. Jeśli mieszkaniec Brzegu kupi auto w Opolu, to jakoś uchodzi. Ale jak przytarga gruchota np. z miejscowości Gać k/Oławy, to ma pecha. Dzisiaj sprawny samochód można kupić w Polsce nawet za kilkaset złotych, a państwo nadal traktuje pojazdy jak luksusowe dobro i jak tylko może… utrudnia obywatelom życie.

Trudno – nie znaczy darmo
Aby zarejestrować pojazd sprowadzony z zagranicy należy (m.in.) mieć umowę kupna-sprzedaży, stare dokumenty pojazdu, opłacone akcyzy, zapłacone podatki ekologiczne, zaświadczenia (płatne!) ze skarbówki, zaświadczenie (też płatne!) o przeprowadzonym badaniu technicznym pojazdu oraz… przetłumaczone na język polski (za opłatą!) dokumenty rejestracyjne pojazdu. Moje pytanie jest następujące: po co urzędnikowi tłumaczenie np. dowodu rejestracyjnego, gdy wszystkie dane o pojeździe (po polsku!!!) ma w zaświadczeniu wydanym (świeżo!) przez autoryzowaną stację diagnostyczną? Przecież każdy wie, że diesel – to olej napędowy, benzin – to benzyna, że name – nazwisko, farbe – kolor, a mercedes lub fiat – to znane marki pojazdów, itd. Część polskich urzędów wymaga tłumaczenia tylko tej części dokumentów auta, która ma jakieś dodatkowe zapisy w obcym języku. Ale i tak jest to bez znaczenia, ponieważ pojazd, który pozytywnie przeszedł kontrolę techniczną – i tak musi być przez urząd zarejestrowany.

Jesteśmy na końcu Europy
Dlaczego o tym piszę? Właśnie 3 lata temu urzędnicy Platformy Obywatelskiej wprowadzili idiotyczne rozporządzenie. Mistrzowie propagandy i piaru nałożyli na polskich obywateli obowiązek tłumaczenia dostarczanych do rejestracji pojazdu dokumentów, uważając, że większość urzędników to gamonie, nieznający zupełnie obcych języków. Z udostępnionych mediom restauracyjnych „taśm”, na których słychać „rozmowy” czołowych polityków Platformy Obywatelskiej, jednoznacznie wynika, że język ludzi PO faktycznie jest ubogi. Najczęściej powtarzające się zwroty to: k…, ch…., k…, stary ch…, młody ch…, j…ać wszystko, ta Pani to p…, itd. Jednak nie można takiej miary stosować wobec całego społeczeństwa. W XXI wieku gania się ludzi po urzędach jak małe dzieci. Leć tam, przynieś to, załącz tamto! W dodatku, wszędzie trzeba słono płacić! Rządowi politycy i urzędnicy chwalą się swoim bywaniem na najświetniejszych salonach Europy. Opowiadają o nowoczesnych autostradach, o elektrowni jądrowej, o jakimś Pendolino i jeszcze szybszym Internecie. Ale ci sami ludzie fundują nam średniowieczne maniery oraz bezmyślne przepisy, rodem z PRL-u.

Marian Podgórski