Lampa naftowa, Ignacy Łukasiewicz i Kresy

0
fot. MPŚ

Jedna wystawa się kończy, druga – na jej miejscu wnet się zaczyna. Wraz z upływem tego roku gaśnie – że użyję metaforycznego określenia – wystawa lamp naftowych, która przez dziesięć lat cieszyła oczy zwiedzających nasze Muzeum jako przykład niezwykle udanego mariażu techniki i sztuki, wydającego przepiękne owoce w bogactwie rozmaitych stylów kształtowanych i modnych na przełomie XIX i XX wieku. Zastąpi ją ekspozycja poświęcona Kresom, o której wiele razy jeszcze będziemy opowiadać.


Jednak między wystawą odchodzącą a tą, która ma nadejść, istnieje przynajmniej jeden łącznik. Tym łącznikiem jest związana z Kresami postać Ignacego Łukasiewicza, wynalazcy lampy naftowej i technologii rafinacji ropy naftowej.

Jak było na początku? Pewnego dnia do Łukasiewicza, młodego farmaceuty, zawitał żydowski kupiec z Borysławia, czyli późniejszego naszego zagłębia naftowego, Abraham Schreiner, przynosząc naczynie wypełnione naftą, znaną od dawien dawna jako olej skalny, którego okoliczni chłopi używali do smarowania osi kół drewnianych, aby się lepiej toczyły. Tenże kupiec zapytał, czy nie dałoby się z tej substancji wydestylować jakiegoś alkoholu. Nie wiemy, czy Łukasiewicz poważnie potraktował ten cel, ale destylacji się podjął. I wydestylował (pomagał mu w tym wydatnie Jan Zeh) szereg ciekawych frakcji: naftę, benzynę, smołę, zapoczątkowując erę ropy naftowej i jej przemysłowego zastosowania. Szczególnie zainteresował się naftą. Z początku próbował ją sprzedawać w swojej aptece, do celów leczniczych, ale handel nie kwitł. Wobec tego postanowił znaleźć jakieś dla niej zastosowanie, na przykład do oświetlenia. Niestety stare jak świat lampki oliwne nie zdawały egzaminu, nafta zapalona w nich wybuchała, rozsadzając naczynie (w ogóle destylaty ropy naftowej odznaczają się niebezpieczną łatwopalnością). W tej sytuacji Łukasiewicz postanowił skonstruować specjalną lampę, która by sprostała zadaniu. Urządzenie było proste i genialne. Jeszcze nie było dziełem sztuki, chodziło o samą zasadę działania. Prototyp wykonał na zamówienie Łukasiewicza jego znajomy blacharz Andrzej Bratkowski. Składał się z naczynia na naftę, odpowiedniego knota w nafcie zanurzonego i zaciągającego ją, regulatora długości knota (w formie pokrętła), od czego zależało natężenie światła, oraz – rzecz bardzo ważna – klosza, który dawał odpowiedni ciąg, cug, aby płomień należycie się palił. Pierwsza lampa naftowa zapłonęła w Łukasiewiczowej aptece „Pod Złotą Gwiazdą” w 1853 roku, oświetlając jej witrynę. Chociaż oficjalna inauguracja tego wynalazku nastąpiła nieco później tego samego roku, 31 lipca, kiedy to lamp naftowych użyto w Szpitalu Powszechnym we Lwowie do oświetlenia wieczornej operacji, a nawet dwóch operacji, wykonanych jedna po drugiej. Oprócz tego epokowego wynalazku dziełem Łukasiewicza są również pierwsze na świecie naftowe szyby wiertnicze w Bóbrce, gdzie dziś znajduje się poświęcone jemu, lampie naftowej i przemysłowi naftowemu muzeum, oraz pierwsza rafineria w Chorkówce. Przez szereg lat Łukasiewicz był światowym potentatem naftowym, niestety nasze złoża nie były zbyt wielkie.

W tym roku muzeum w Bóbrce razem z nami powiększyło listę Pomników Historii. Gratulujemy Bóbrce!

Tak oto jedna historia przechodzi w drugą historię, jedna wystawa – w następną. Tak na dobrą sprawę – wszystko łączy się ze wszystkim, jeśli umiejętnie i uważnie się przyjrzeć.

Póki co, zapraszamy jeszcze na te ostatnie trzy dni: dziś, jutro i pojutrze, aby podziwiać „blask lampy naftowej”, którego ani upływ czasu, ani kres jednej wystawy, ani nawet wyczerpanie się w przyszłości złóż ropy naftowej – „krwi cywilizacji”, nie są w stanie przyćmić.

źródło: MPŚ