17 grudnia to dzień, który potrafi zaskoczyć. Z jednej strony przypomina o sile słów, z drugiej o tym, jak wiele znaczy rozmowa bez ekranu. W kalendarzu wypada też rocznica, która zmieniła świat, bo to właśnie wtedy zaczęła się historia lotnictwa.
Dzień bez Przekleństw obchodzimy 17 grudnia, w 2025 roku wypada to w środę. To święto nie polega na udawaniu, że wulgaryzmy nie istnieją. Chodzi raczej o sprawdzenie, jak często uciekamy w skróty, gdy brakuje nam słów, cierpliwości albo zwyczajnie mamy gorszy dzień.
Pomysł narodził się w 2007 roku w Kalifornii, a jego autorem był czternastoletni McKay Hatch. Założył No Cussing Club, bo miał dość języka, w którym przekleństwa wchodzą w zdania jak przecinki. Nie chodziło mu o moralizowanie. Chodziło o świadomość, żeby w ogóle zauważyć, co i jak mówimy.
W tle są też ciekawostki z badań. Naukowcy opisywali, że przeklinanie potrafi zwiększać tolerancję bólu i chwilowo poprawiać wyniki w prostych testach wysiłkowych. Tyle że to działa najlepiej wtedy, gdy jest rzadkie, a nie wtedy, gdy staje się nawykiem. Jeśli wulgaryzmy lecą co chwilę, efekt słabnie, a język robi się uboższy.
Jest jeszcze druga strona medalu, ta bardziej przyziemna. W Polsce używanie słów nieprzyzwoitych w miejscu publicznym może skończyć się grzywną, mówi o tym art. 141 Kodeksu wykroczeń. Niezależnie od paragrafów, przekleństwa w rozmowie potrafią też ranić, szczególnie gdy są kierowane w stronę konkretnej osoby. Wtedy nie są już emocjonalnym wykrzyknikiem, tylko formą nacisku albo przemocy słownej.
Jak podejść do tego dnia w praktyce. Najprościej, nie zaciskać zębów, tylko podmienić nawyk. Zamiast rzucać w powietrze mocnym słowem, nazwać emocję, powiedzieć, że coś frustruje, że coś boli, że jest się zmęczonym. To brzmi zwyczajnie, ale działa, bo rozmówca dostaje jasny sygnał. A jeśli ktoś woli humor, zawsze zostają bezpieczne zamienniki, typu kurka wodna, motyla noga, kurza stopa. Śmieszne, a potrafią rozładować napięcie.
17 grudnia to także Dzień Braci Wright, święto mocno zakorzenione w Stanach Zjednoczonych. Upamiętnia Orville’a i Wilbura Wrightów, którzy po latach prób doprowadzili do pierwszego udanego lotu samolotem w 1903 roku w Kitty Hawk w Karolinie Północnej. Data nie jest przypadkowa, nawiązuje właśnie do tego przełomowego momentu, który symbolicznie otworzył epokę lotnictwa.
To dobry pretekst, żeby przypomnieć, że ich droga do sukcesu nie zaczęła się w laboratorium, tylko w warsztacie i przy rowerach. Metoda była prosta, próbować, poprawiać, wracać do projektu, aż zadziała. Dziś brzmi to banalnie, ale wtedy było rewolucją.
Na 17 grudnia bywa też przypominany Ogólnopolski Dzień Rozmów Twarzą w Twarz. W czasach, gdy większość spraw załatwia się w telefonie, takie hasło brzmi jak drobna prowokacja. Sens jest jednak prosty, spotkać się, posłuchać, nie zerkając co chwilę na ekran.
Rozmowa na żywo daje coś, czego nie przeniesie żaden komunikator. Widać emocje, słychać wahanie w głosie, łatwiej o empatię. Dla wielu osób to też realne wsparcie psychiczne, bo zmniejsza poczucie samotności i pomaga złapać oddech.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu brzeg24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz