Rozpędowski spowalnia Brzeg?

0

Obywatel a Państwo
Jak wiadomo, nasze miasto nie posiada odpowiednich terenów pod inwestycje ani pod budownictwo mieszkaniowe. Jedyny grunt na taki cel znajduje się przy ul. Małujowickiej w Brzegu, w miejscu, z którego już dawno wyprowadziło się polskie wojsko. Opustoszałą nieruchomość (ok. 75 ha) przejęły instytucje, które nadal związane są z wojskiem (MON). Są one tak przejęte losem Brzegu, że przez ostatnie 10 lat nie potrafiły właściwie zagospodarować majątku danego im w opiekę przez Skarb Państwa. W 2007 roku zielone ludziki wykroiły na środku całego tego bagna małą działeczkę, ogrodziły ją, a jakiś dowcipniś z Agencji Mienia Wojskowego we Wrocławiu wystawił ją na sprzedaż. Pech chciał, że właśnie mnie, przypadkiem, udało się wygrać przetarg i w 2012 roku zamieszkałem w jednej ze zdewastowanych chatek na tzw. Zielonce. Nowy sublokator od razu nie spodobał się urzędnikom Agencji, dlatego – co jakiś czas – złośliwie podnosili intruzowi ciśnienie. Był okres, że zostałem przez nich bez prądu, potem bez wody, następnie mojej rodzinie i mnie utrudniano dostęp do własnej posesji, leżącej w samym centrum wielkiego buszu. Niektórych osobników wkurzało głównie to, że wielokrotnie krytykowałem działania Agencji. Najczęściej chodziło o najmowanie przez AMW kosztownej ochrony, co nie zmieniało faktu, iż z państwowego majątku tak sukcesywnie znikało to i owo. Któryś z wrocławskich urzędników błędnie założył, że liczne szykany w końcu wykurzą mnie z ich sąsiedztwa. Ale ja nadal tam mieszkam i – wraz z sarnami, zającami i pozostałą resztą zwierzyńca – przeżyłem już dwóch /byłych!/ dyrektorów. Codziennie muszę przyglądać się temu kołchozowi z bliska i widzę, jak marnotrawione jest mienie społeczne. Z tego powodu, z uporem maniaka, nagabywałem kierownictwo wrocławskiej Agencji do wyzbycia się gruntów, które najzwyczajniej im ciążą. Odebranie Zielonki „wojsku” dawało nadzieję, że przestanie być ona stratą dla Państwa i – jednocześnie – zacznie służyć okolicznym mieszkańcom. W końcu AMW zareagowała. W 2014 roku ziemię wystawiono na sprzedaż, a większą jej część, po okazyjnej cenie, kupiło miasto.

Jak w Polsce tłumi się krytykę prasową
Tygodnik Panorama wielokrotnie poruszał temat gruntów przy ul. Małujowickiej, z których ok. 54 ha – należą już do miasta, zaś ok. 19 ha – jest jeszcze we władaniu Agencji Mienia Wojskowego we Wrocławiu. Od kilkunastu lat oba /sąsiadujące ze sobą/ tereny – leżą odłogiem i żaden z ich właścicieli nie bardzo przejmuje się tym, że nie przynoszą pożytku budżetowi państwa, miastu ani jego mieszkańcom. Ignorancja ze strony burmistrza Jerzego Wrębiaka – w tym względzie – przynajmniej nie powoduje wielkiej straty. Inaczej działa nowy dyrektor AMW Radosław Rozpędowski. Od końca 2015 roku kontynuuje linię dwóch swoich poprzedników. Gdy tylko zaczynam wytykać mu błędy – natychmiast ruszają do ataku podlegli mu pracownicy. Kiedyś, na złość, przesłali mi fakturę z pokaźną kwotą do zapłaty. Powód: zaparkowałem swój pojazd na państwowym gruncie, tuż za swoim płotem. Mój stary rupieć postał tam trochę wśród kupy złomu i zgliszczy, więc nadarzyła im się okazja, aby postraszyć gościa. Jak daję im trochę spokoju – towarzystwo także na krótko odpuszcza. Ale dziennikarz nie może milczeć, zwłaszcza wtedy, gdy tuż pod jego oknem dzieje się taka maniana. A przecież opustoszałe tereny Zielonki niszczeją coraz bardziej, gdyż instytucja podległa MON zupełnie sobie nie radzi z zagospodarowaniem tak olbrzymiego majątku. Pod koniec tego lata Panorama dokładnie opisała przykłady degrengolady brzeskiej Zielonki i niemrawość Agencji. Czytelników odsyłam na portal informacyjny Brzeg24 do tekstów p.t. „Eldorado na Zielonce”, „Marnują i dewastują”, „Zamiast bronić handlują”. Tam, jak na dłoni, widać bezmyślność jednej z instytucji Państwa i brak odpowiedzialności niektórych jej pracowników za powierzone im dobro społeczne. Materiał wzbogacony został kilkoma szokującymi zdjęciami, dokumentującymi katastrofalny stan obiektów o wielomilionowej wartości. Ale wystarczy spojrzeć przez „płot”, aby zobaczyć, że na Zielonce brak jest gospodarza. Widok jest koszmarny. Szuwary, chaszcze, zarośnięte wejścia do budynków, połamane drzewa, zmurszałe ściany, rosnące na dachach wielkie krzaczyska, walące się stropy, popękane ściany, powybijane szyby w oknach, zalane i zdewastowane magazyny, biura, warsztaty oraz dawne pomieszczenia socjalne, jeszcze niedawno służące wojsku. W kilkudziesięciu lokalach straszą kikuty rozkradzionej infrastruktury wodnej, cieplnej, kanalizacyjnej i elektrycznej. Szokuje widok rozgrabionego wyposażenia, walające się fragmenty rozszabrowanych urządzeń oraz szczątki nie wiadomo czego. Po niedawnych sygnałach Panoramy – które zbulwersowały nie tylko lokalną opinię publiczną – dyrektor Rozpędowski wziął się do „działania”. Agencja postanowiła zmienić wizerunek i kolejny raz zaatakowała autora krytycznych tekstów… fakturą. Filozofia jest taka: nie będzie publikacji – będzie święty spokój! Z zemsty – za wtykanie nosa w nieswoje sprawy – AMW skierowała przeciwko mnie pozew do sądu o zapłatę. Jej dyrektor zapewne ma nadzieję, że w ten oto sposób zmusi mnie do zaprzestania krytyki i – przy okazji – wreszcie na Zielonce zarobi kilka złotych.

A przepisy sobie
Pan Rozpędowski, to dawny szef lokalnych struktur PiS i obecny aktywista tej partii. Zazwyczaj podawał się za działacza społecznego, wycierającego przez lata wiele kierowniczych stołków. W mojej sytuacji roszczenie AMW i jej pozew sądowy – traktować należy wyłącznie w kategoriach użycia instytucji podległej państwu, jako narzędzia do walki z krytyką obywatelską i dziennikarską. Tym samym, realizuje się zapowiadany przez opozycyjne PO i .N scenariusz, w którym działaczom PiS przypisywano /chyba niesłusznie/ wszystko to, co najgorsze, tj. arogancję urzędniczą, mściwość i zapiekłość. Obecny dyrektor nie stawia przed nazwiskiem stopnia wojskowego, ani żadnego innego tytułu. To cywil z nadania PiS, który w 2015r. zasiadł na wypasionym foteliku swoich nieudolnych poprzedników. Jako świeży nominat długo miał problemy z wyznaniem się co do stanu faktycznego podziału gruntów na Zielonce. Tu warto przypomnieć, jakie są ustawowe obowiązki instytucji, którą dyrektor próbuje kierować. Cytuję: AMW powinna gospodarować mieniem powierzonym jej przez Skarb Państwa; powinna sprzedawać nieruchomości; powinna przeprowadzać remonty budynków i infrastruktury; powinna prowadzić działalność gospodarczą; powinna budować domy oraz tworzyć warunki sprzyjające racjonalnemu wykorzystaniu zasobów mieszkaniowych, itd. A co mamy? Nic, „0” i wielomilionowe straty! Pracownicy wrocławskiej Agencji – przez ostatnie lata – dla stojących na Zielonce /pustych!/ obiektów nie potrafili znaleźć ani pół najemcy. Odkąd ja tam mieszkam – samodzielnie nie potrafili znaleźć kupca nawet na skrawek gruntu, pomimo tego, że w Brzegu zainteresowanych było bardzo wiele osób. Z ponad kilkunastu tysięcy metrów kw. powierzchni, do dziś, nie zdołali wynająć: ani kawałka biura, ani jednego pomieszczenia na produkcję, ani jednego magazynu, ani jednego garażu i ani jednego metra placyku, choćby pod parkowanie małej, samochodowej przyczepki. Podsumujmy. Na Zielonce AMW wywaliła w błoto: setki tysięcy zł – na ochronę /nie wiadomo czego/, setki tysięcy – na podatki od nieruchomości /nie wiadomo po co/, setki tysięcy – na przeglądy techniczne, ubezpieczenia, nadzór, kontrole /ruin i złomu/ oraz setki tysięcy zł – na biurokrację i na płace /komu i za co?!/. Wielki potencjał Zielonki nie owocuje. Także przez ostanie 3 lata nie powstało na niej ani jedno mieszkanie i ani jedno miejsce pracy, a do budżetu państwa nie wpłynęła ani jedna złotówka. Brzeżanie przyglądają się potokowi wypływających z Agencji pieniędzy. Cierpliwie czekają i dziwią się wiedząc, że czterej dorośli mężczyźni, dniem i nocą, za publiczne pieniądze strzegą krajobrazu jak po bitwie i kilku zapyziałych pieców oraz /to nie żart!/ mają odgórny prikaz – mieć wścibskiego sąsiada na oku.

Marek Popowski