Prawdziwy Kozak [Felieton Grzegorza Surdyki]

0

W piątek (10 maja) miałem przyjemność uczestniczyć w spotkaniu z panem Władysławem Kozakiewiczem – człowiekiem legendą. Tak się składa, że nasz mistrz olimpijski startuje w wyborach do Parlamentu Europejskiego jako bezpartyjny z listy Koalicji Europejskiej.


Niestety na spotkaniu zabrakło gminnych „liderów” PO. Z drugiej strony może to i lepiej, gdyż spotkanie było niesamowite (najprawdopodobniej również z tego powodu – braku politykierów).

Nasz Olimpijczyk – znany chyba na całym świecie – nie przyjechał uwiązany krawatem u szyi, by stroić ważniaka, który – jak wielu wypacykowanych polityków – nie za wiele ma do powiedzenia. Przeciwnie, pan Kozakiewicz przez niemal dwie godziny opowiadał o swoim życiu. Trening, praca, przeciwności, hart ducha, perfekcyjne dążenie do celu, honor, Polska.

Siła charakteru, którą prezentował w 1976 r. w Montrealu, a później w 1980 r. w Moskwie pozostała do dziś. Prelegent z charyzmą opowiadał oraz odpowiadał na pytania zgromadzonych mieszkańców.

Nie przyjechał obstawiony partyjnym kordonem. Nie było wokół niego grona politykierów zaangażowanych w kampanię wyborczą. Towarzyszył mu tylko jeden człowiek – jego przyjaciel – Jacek Wszoła. To kolejny wielki polski sportowiec, olimpijczyk, złoty medalista, multimedalista. Obaj panowie doskonale się uzupełniali bawiąc salę swoimi opowieściami.

Idąc na spotkanie myślałem, że trafię na kolejną nudną konwencję przedwyborczą z udziałem sfrustrowanych kandydatów – szeroko uśmiechniętych do kamer, pomstujących natomiast po cichu na swych konkurentów.

Nic podobnego. Gdyby nie pytanie z sali zadane przed końcem spotkania przez jedną z mieszkanek – dlaczego Mistrz bierze udział w wyborach – wyglądało to tak, jakby w ogóle nie miał zamiaru o tej materii wspominać.

Po prostu w ramach promocji swej książki pt. „Nie mówcie mi jak mam żyć” – podczas dyskusji z mieszkańcami – mogliśmy poznać prawdziwego Władka Kozakiewicza.

Bogu dzięki za absencję gminnych „liderów” – POlitykierów. Pozdrowienia dla naszych mistrzów. Powodzenia.

Grzegorz Surdyka