VI zlot czarownic gminy Grodków

0

Wiedźmy gminy Grodków tym razem Starowice wybrały jako miejsce swojego tradycyjnego sabatu. Gospodynie starowickie uradziły wraz ze swoim sołtysem a zarazem i radnym Rady Miejskiej Grodkowa panem Dariuszem Gajewskim (lokalny Wiedźmin)

Wiedźmy gminy Grodków tym razem Starowice wybrały jako miejsce swojego tradycyjnego sabatu. Gospodynie starowickie uradziły wraz ze swoim sołtysem a zarazem i radnym Rady Miejskiej Grodkowa panem Dariuszem Gajewskim (lokalny Wiedźmin), że to one zorganizują tegoroczne spotkanie. W sobotę 24 stycznia nad Starowicami co  rusz rozlegał się chichot wiedźm, które z kilkunastu miejscowości zlatywały sie na swoje święto.

Powietrze przeszywał świst mioteł nadlatujących z prędkością ponad dźwiękową i gwałtownie wytracających prędkość w okolicy remizy strażackiej. Tutejsza  świetlica miała się stać miejscem balu. Wśród wielu nadlatujących gości rozpoznać można było pojazdy obojga burmistrzów Grodkowa. Z województwa nadleciała sama Pani Wicemarszałek Sejmiku  Teresa Maria Karol z Panem Krzysztofem Puszczewiczem -Dyrektorem Generalnym Urzędu Marszałkowskiego i innymi oficjelami.

Gości u progu sabatowej świetlicy witali gospodarze Starowic , szefowa grodkowskich wiedźm Alfreda Zarzeczna, wraz z Panem burmistrzem Markiem Antoniewiczem (Wiedźmin Grodkowa) oraz p. Wiceburmistrz Teresą Oliwą   (Wielka Księżna Sabatowa). Oprócz wiedźm, strzyg, czarownic tym razem było również kilku wiedźminów. Zanim rozpoczął się właściwy sabat  najbardziej obyte i doświadczone wiedźmy przystąpiły do przygotowania i przeprowadzenia ceremonii otrzęsin . Poddane jej zostały wszystkie wiedźmy biorące pierwszy raz udział w zlocie. Na pierwszy ogień poszli oficjele i goście z województwa a potem reszta jeszcze niewtajemniczonych wiedźm.

Po wypowiedzeniu przyrzeczenia posłuszeństwa i omieceniu miotłami wszyscy nowicjusze musieli odśpiewać hymn  przygotowany przez wiedźmy z Tarnowa Grodkowskiego. Potem na stołach pojawiło się jadło z piekła rodem, które przeciętnego śmiertelnika przyprawiło by o torsje i   strach, a które siostry czarownice przywitały z dziką radością. Kiedy zaspokojono głód przyszedł czas na pląsy. Tańczono z miotłami i bez . Po sali ścielił się drażniący nozdrza zapach siarki i smoły, a spod obcasów wywijających hołubce wiedźm  leciały snopy iskier. Bawiono się do późnych godzin nocnych. Okoliczne  psy milczały jak zaklęte i z podkulonymi ogonami pochowały się w najdalszych zakamarkach swoich bud. Jedynie koty, szczególnie zaś czarne miauczały niesamowicie jak by to był już marzec .

J.Rzepkowski