Dobrze zarządzane szpitale mogły zyskać na pandemii

0

Rozmowa z Mariuszem Grochowskim, radnym powiatu brzeskiego i dyrektorem Szpitala Specjalistycznego MSWiA w Głuchołazach im. św. Jana Pawła II

Pański szpital przyniósł w ostatnim roku obrachunkowym zyski. I to nie małe! Ze straty w 2019 roku w wysokości  420 tys. złotych  do zysku w 2020 roku na poziomie 4 milionów 200 tys. złotych. Jak ten fakt wyjaśnić. Mamy przecież pandemię koronawirusa. Firmy padają, a pański szpital rozkwita?

Mariusz Grochowski: Można by tak po prostu stwierdzić, że paradoksalnie pomogła nam pandemia koronawirusa. Jednak problem jest trochę bardziej złożony. Przede wszystkim liczył się dobry pomysł i odnalezienie pewnej niszy oraz dobrze dobrany personel szpitala i jego zgoda na pracę w warunkach epidemicznych. Podkreślę też na wstępie, że mój szpital, mimo że jego organem założycielskim jest ministerstwo, niczym nie różni się w sposobie finansowania choćby od szpitali powiatowych. Oprócz standardowych kontraktów, wykorzystałem możliwość przyjmowania tzw. pacjentów covidowych. Taka decyzja stworzyła dodatkowe możliwości finansowania. Za takim pacjentem, mówiąc kolokwialnie, „szły pieniądze”. W trakcie pandemii prowadziłem bieżącą działalność wynikającą z kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia. Oczywiście, w takim zakresie, w jakim pozwalały obostrzenia, a jednocześnie przyjmowałem nowych tzw. covidowych pacjentów. Umowy z NFZ-em pozwalały otrzymywać część ryczałtową kontraktu, a nowi covidowi pacjenci zapewniali szpitalowi  dodatkowe środki, nieprzewidziane wcześniejszym kontraktem. Upraszczając nieco, zmniejszyła się nam ilość tzw. kontraktowych pacjentów, których do tej pory obsługiwaliśmy, a doszła zupełnie nowa grupa, tych związanych z pandemią, którzy – co trzeba zaznaczyć – są lepiej finansowani. Taką sytuację można porównać, nie bojąc się tego słowa, do stanu wojny. W trakcie wojny strumienie pieniężne kierowane są w pierwszej kolejności do zdobycia przewagi nad przeciwnikiem. Naszym przeciwnikiem jest wirus, a więc mamy podobną sytuację. Większe środki są kierowane po prostu na leczenie pacjentów zakażonych koronawirusem. Nam udało się tę sytuację wykorzystać, mieliśmy dobry pomysł. Wbiliśmy się w pewną lukę i dzięki temu ryzyku zostaliśmy nagrodzeni. Mamy teraz ponad 4 miliony zysku i zwiększyliśmy sumę bilansową z 29 do 38 milionów. To wszystko udało się w ciągu jednego roku – to jest ogromny przyrost.

Jaki pomysł związany z pandemią koronawirusa pozwolił waszemu szpitalowi na taki, jak widać obecnie, rozwój?

Mariusz Grochowski: Zanim odpowiem to proszę sobie przypomnieć, jakie w marcu 2020 roku panowały społeczne uwarunkowania związane z koronawirusem i jaki był niski poziom wiedzy na jego temat. Obserwując covidowych pacjentów leczonych u nas,  szybko się zorientowaliśmy, że po zakończeniu leczenia szpitalnego duża część z nich potrzebuje rehabilitacji, ponieważ ich stan zdrowia nie pozwala na powrót do normalnego trybu życia. W naszym szpitalu pracuje konsultant krajowy w dziedzinie fizjoterapii profesor Jan Szczegielniak i to on podjął się przygotowania kompleksowego programu tzw. rehabilitacji „pocovidowej”. Sama idea zaczęła się rodzić już na samym początku, kiedy wybuchła epidemia i  pojawiły się te pierwsze doniesienia o koronawirusie oraz informacje o chorych na covid. Dodam jako swego rodzaju ciekawostkę, że były to materiały tłumaczone z języka chińskiego. Z tych szczątkowych materiałów wynikało, że pacjenci po przebyciu covid-19 będą potrzebowali rehabilitacji ze względu na spadek wydolności czy szybkie męczenie się po minimalnym wysiłku. Pierwsze komunikaty sugerowały, że to w zasadzie rodzaj choroby płuc, powodującej ich niewydolność, która po jej przebyciu wymaga rehabilitacji. Ponieważ my byliśmy szpitalem, który oprócz leczenia chorób płuc i gruźlicy, prowadził do tej pory rehabilitację pulmonologiczną i kardiologiczną, doszliśmy do wniosku, że koniecznie musimy przygotować się na przyjmowanie tego nowego rodzaju pacjentów. Oczywiście, wiadomym stało się, że najpierw trzeba przekonać Ministerstwo Zdrowia, potem „płatnika” czyli NFZ, żeby „coś takiego” finansował, żeby takie procedury uzyskały ich akceptację. Uruchomiliśmy wiele kontaktów w ministerstwach – naszym MSWiA i Ministerstwie Zdrowia – i centralnych instytucjach. Zaangażowaliśmy posłów – przy tej okazji chciałbym podziękować szczególnie Pani Violetcie Porowskiej, a także Panu Pawłowi Kukizowi – i przeprowadziliśmy wiele rozmów, aż w końcu udało się nam przekonać ministerialnych urzędników do słuszności naszego programu. W lipcu ubiegłego roku weszło rozporządzenie wprowadzające taką rehabilitację, a myśmy ją już 1 września uruchomili. W ten sposób mój szpital jako pierwszy w Europie rozpoczął pilotażowy program rehabilitacji stacjonarnej dla chorych po przebytym COVID-19, wcześniej jako jeden z pierwszych w świecie zastosował wirtualną rzeczywistość w rehabilitacji.

Proszę coś więcej powiedzieć o procedurze rehabilitacji, jaką udostępniacie w waszym szpitalu. Czy każdy może się na nią zgłosić i kiedy się ją stosuje?

Mariusz Grochowski: Kwalifikacja obowiązująca nas przy tej procedurze jest taka, że jeżeli pacjent ma dyskomfort oddechowy, to może prosić każdego dowolnego lekarza ubezpieczenia zdrowotnego, aby wystawił skierowanie na taką rehabilitację. Wszyscy pacjenci na wstępnie są diagnozowani. Robimy próby wysiłkowe, spirometrię, EKG, UKG, RTG płuc i cały szereg badań specjalistycznych.  Ponieważ mamy już obserwacje ponad 600 pacjentów, z których wynika, że prawie wszyscy potrzebują programów indywidualnych ze względu na różnorodność skutków po przebytej chorobie, to cały czas nasze moduły rehabilitacji muszą być modyfikowane.

Nie jest tak, że jak przyjmujemy pacjenta na rehabilitację, to ma tylko dolegliwości związane z płucami.  To, niestety, zawsze jest grupa towarzyszących dolegliwości, które też należy rehabilitować. Kiedy zaczęliśmy przyjmować tych pacjentów, okazało się, że schorzenia związane z płucami oraz szeroko pojęte kardiologiczne, to jest tylko niewielka część tego, co dolega tym pacjentom. Proszę sobie wyobrazić, że 80 procent z nich ma zdiagnozowaną depresję lub jakieś inne schorzenia albo problemy natury psychicznej czy psychiatrycznej. Na przykład młodzi ludzie zgłaszają luki w pamięci. Pacjenci w wieku dwudziestu paru lat mają podobne objawy jak seniorzy, u których diagnozuje się klasyczną demencję. Przez rożnego rodzaju procedury w trakcie rehabilitacji pacjenta wyprowadzamy z takiego stanu. Inne typowe objawy to zaburzenia rytmu serca i jego kurczliwości, które jeśli nie są rehabilitowane mogą prowadzić do inwalidztwa, a nawet śmierci. Należy także wspomnieć o zaburzeniach w pracy płuc. Pacjent, który przechodzi covid w ogromnym procencie przypadków ma zmiany śródmiąższowe. Jeśli temu nie będzie się przeciwdziałać w tracie rehabilitacji, może dojść do zwłóknień, co powoduje trwały spadek wydolności ogólnej. Obecnie wyróżnia się już około 50 różnego rodzaju skutków ubocznych po zakażeniu koronawirusem. Statystyki potwierdzają, niestety, różnego rodzaju pocovidowe powikłania. Wiemy już na przykład, że ponad siedmiokrotnie rośnie ryzyko udaru mózgu wśród młodych ludzi. Koronawirusowe skutki powikłań to także wypadanie włosów czy zębów, a także bóle mięśniowe czy stawowe. Rehabilitację prowadzimy przez 3 tygodnie. Zbieramy również dane statystyczne. Do tej pory już ponad 600 pacjentów przeszło u nas proces rehabilitacyjny. Muszę się pochwalić, że ponad grubo 90 procent pacjentów odczuwa bardzo dużą poprawę swojego stanu zdrowia po zakończeniu pobytu, o czym też świadczą wyniki badań na zakończenie pobytu.

Jakie są perspektywy związane z tego typu procedurą? Czy szpital dalej będzie stawiał na nią?

Mariusz Grochowski: Pacjenci, którzy od nas wychodzą dalej potrzebują takiej rehabilitacji tyle, że już nie prowadzonej z taką intensywnością. Dlatego w tej chwili trwają rozmowy dotyczące wprowadzania dalszych procedur dla pocovidowych pacjentów, u których wystąpiły powikłania. Konkluzja wielu rozmów i spotkań jest taka, że należy rozwijać wszystkie tego typu procedury. Upraszczając nieco, należy stwierdzić, że duża część pacjentów po przejściu covid, nie jest w stanie wrócić do trybu życia sprzed choroby. Jeżeli w miarę szybko nie będzie się takich pacjentów rehabilitować, to pewne zmiany się utrwalą i potem niewiele będzie można z tym zrobić. Obecnie w naszym w szpitalu mamy taką sytuację, że mamy zarejestrowanych 120 pocovidowych miejsc. Wszystkie miejsca są obłożone, a kolejkę do nich mamy do lipca przyszłego roku. Oprócz tego, oczywiście, leczymy pacjentów z różnego rodzaju schorzeniami pulmonologicznymi, z gruźlicą oraz prowadzimy rehabilitację po interwencjach kardiologicznych.

Konkludując naszą rozmowę, chyba należy stwierdzić, że szpitale, które w dobie pandemii zaryzykowały i zdecydowały się brać aktywny udział w jej leczeniu w sensie finansowym zyskały?

Mariusz Grochowski: To bardzo słuszne podsumowanie. Szpitale, które nie zdecydowały się, a przypomnę, że na początku pandemii panika występowała nie tylko wśród pacjentów, ale także u części lekarzy i personelu medycznego, straciły na tym. Oczywiście, nie znaliśmy tej choroby. Były pewne obawy i wiele osób bało się pracować z takimi pacjentami. Faktycznie, wielu dyrektorów miało problem z przekonaniem załogi do takiej, a nie innej decyzji. Ludzie po prostu bali się zakażeń, bali się kontaktu z tymi pacjentami. Te szpitale, w których kadra zarządzająca zdecydowała się na taki krok, zdecydowanie na tym wygrały. Jako przykład w naszym województwie podam może jednoimienny szpital w Kędzierzynie – Koźlu, który stoi w tzw. pierwszej linii walki z koronawirusem i osiągnął w 2020 roku  ponad 15 milionów zysku. Jeszcze raz podkreślę, że mój szpital, mimo że jego organem założycielskim jest ministerstwo, niczym nie różni się w sposobie finansowania choćby od szpitali powiatowych. Obecnie wszystkie środki i siły są kierowane na walkę z koronawirusem i należało się do tego dostosować. Już nawet na samym początku pandemii można było się spodziewać, że procedury związane z walką z koronawirusem będą lepiej finansowane, że pojawi się pomoc w doposażeniu i dosprzętowieniu szpitali. Ci, którzy się zdecydowali i otwierali oddziały związane z pacjentami zakażonymi koronawirusem, oprócz lepiej opłacanych procedur, mają teraz także większe możliwości pozyskiwania sprzętu i leków na rozwój swoich placówek. Podkreślić należy, że szpitale, otrzymując ryczałt, są w stanie leczyć pacjentów w zaostrzonym reżimie sanitarnym, zapewniającym bezpieczeństwo, mimo że nie wykonują kontraktu w pełnej wysokości.

Dziękuję za rozmowę.