Podwyżki, dymisje i utracone przekonania – felieton Radosława Majgera

0
fot. Radosław Majgier

Okres wakacji w polityce, to tzw. sezon „ogórkowy”. Czas, w którym na krajowym podwórku nie dzieje się zbyt wile, szczególnie, że mamy za sobą również wybory prezydenckie. Ten okres jest jednak dla władzy bardzo korzystny do wprowadzania niepopularnych zmian lub nowelizowania kontrowersyjnych ustaw. Krajowi politycy postanowili więc podwyższyć sobie pensje, ale żeby nie rzucać wątpliwości tylko na siebie, to chcieli obdarować pieniędzmi podatników również członków rządu, wojewodów, prezydenta oraz jego żonę.


Rząd i opozycja ręka w rękę głosują za podwyżkami dla siebie
Plan wzbogacania się polityków w dobie kryzysu gospodarczego wywołanego przez „fałszywą pandemię” koronawirusa, gdzie ludzie masowo tracą pracę, to niesamowicie wielki poziom ignorancji i pychy. W Sejmie projekt ustawy o podwyżkach wspólnie poparli posłowie PiS (żaden nie był przeciw), PO (100 posłów za 9 przeciw), PSL-Kukiz`15 (20 za 6 przeciw) i Lewicy (39 za 9 przeciw). Jedynym ugrupowaniem będącym w całości przeciwko podwyżkom była Konfederacja. Ostatecznie po medialnej krytyce senatorowie opozycji projekt odrzucili i zaczął się spór o to, kto był pomysłodawcą ustawy „koryto plus”. Teorii jest kilka: jedni uważają, że to błąd opozycji, która dała się kupić Prawu i Sprawiedliwości, inni twierdzą, że inicjatywa wyszła od ludzi Polskiego Stronnictwa Ludowego, jeszcze inni mówią, że była to pułapka prezesa wszystkich prezesów zastawiona na Platformę Obywatelską. Bez względu na to jak było naprawdę, próba przepchania tej ustawy pokazała nam tylko prawdziwy obraz polityki uprawianej przez PiS, PO, PSL i Lewicę, bo jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o…


Fałszywa pandemia
Kilka dni temu ulicami Warszawy przeszły tysiące obywateli sprzeciwiających się noszeniu maseczek oraz ograniczeniom związanych z pandemią COVID 19, nazywaną przez wielu „fałszywą pandemią”. Protestujący domagali się, aby „plandemię” (planowaną pandemię) zakończyć. Ich zdaniem wszystkie wprowadzone w ramach walki z koronawirusem ograniczenia są niezgodne z prawem i łamią konstytucję. Podczas manifestacji nie brakowało haseł typu: „Dość tych kłamstw i manipulacji”, czy „Pandemia, to ściema”.

Z niektórymi trudno się nie zgodzić. Moim zdaniem skuteczność wprowadzonego obowiązku noszenia maseczek jest w zasadzie zerowa, a wielu ludzi bez chwili zawahania pozwoliło się „zniewolić” i przy 30 stopniowym upale maszeruje po ulicach miast. Są też tacy, którzy dali się ogłupić całkowicie i jadąc w pojedynkę w samochodzie mają na twarzy „kaganiec”. Najsmutniejsze jest jednak to, że wśród nich są ludzie, którzy do niedawna uchodzili za bardzo inteligentnych, a dzisiaj żyją w przeświadczeniu, że kawałek płótna ochroni ich przed wirusem nieznanego pochodzenia.

Wracając do manifestacji i protestujących osób trzeba wspomnieć o ich postulatach. Między innymi domagali się dymisji ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Po pierwsze za wprowadzenie obostrzeń z wątpliwą podstawa prawną, a po drugie za zakup przez resort zdrowia 1200 respiratorów wartych 200 mln zł, które nigdy nie trafiły do szpitali. Wydaje się, że minister Szumowski wysłuchał tych apeli, bo kilka dni później złożył rezygnacje z pełnionej funkcji, jednak w rzeczywistości powód był chyba inny. Moim zdaniem ta dymisja była polityczna ustawką, którą władze PiS-u będą w przyszłości wykorzystywać do tłumaczenia narodowi, że ich reakcją na nieprawidłowości przy koronawirusowych zakupach było spowodowanie rezygnacji ministra zdrowia.

Utracone przekonania
Ostatnie lata w polityce stały pod znakiem licznych protestów współorganizowanych lub też bardzo mocno inspirowanych przez tzw. opozycję totalną. Miały one na celu wywołanie społecznego chaosu i częściowo ten plan się udał. Chociaż brakowało w nich merytorycznych argumentów, to jednak wielu ludzi dało się nabrać i myśleli, że „Platforma i Przyjaciele” wspierają sprawy społeczeństwa. Okazało się, że byli w wielkim błędzie.

Żeby nie być gołosłownym warto przypomnieć sytuacje z przed kilku lat, kiedy to Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny złożyła w sejmie obywatelski projekt ustawy pod nazwą „Ratujmy Kobiety 2017”, który zakładał m. in. prawo do przerywania ciąży na żądanie kobiety do końca 12. tygodnia oraz przywrócenie tzw. antykoncepcji awaryjnej bez recepty. Projekt oczywiście został odrzucony, nie został nawet skierowany do prac komisji, i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że obywatelski projekt został odrzucony głosami posłów opozycji totalnej! Tych samych ludzi, którzy tak chętnie wyprowadzali społeczeństwo na ulice. Co prawda posłowie zostali ukarani przez swoich liderów karą pieniężną 1000 zł, ale to była tylko cena „zdradę kobiet” biorących udział w „Czarnych Protestach”. Podobnie było podczas strajku osób niepełnosprawnych w Sejmie, któremu przewodziła Iwona Hartwich. Pani Iwona twierdziła wówczas, iż nie jest to strajk polityczny, a do pomocy wezwała nawet „wyzwoliciela narodu” Lecha Wałęsę. Dziś pani Iwona jest posłanką, ale postulaty jak nie były zrealizowane, tak nie są, a temat jakoś ucichł. Ważne, że kariera przy ul. Wiejskiej trwa…

Radosław Majger