Pod koniec grudnia 2017 roku kilka osób na nocnej zmianie wykonywało pracę w jednym ze sklepów sieci Biedronka w Brzegu. Dwie osoby podczas przerwy wzięły pizzę i napój, a rano - jak tylko kasy były czynne - zapłaciły za produkty. Miesiąc później pracownice dostały propozycję: "albo piszecie podanie o rozwiązanie umowy, albo zwolnię was dyscyplinarnie".
Kierownik regionalny wezwał do pomieszczenia biurowego dwie osoby i oświadczył im, że widział na kamerze, jak biorą na nocnej zmianie pizzę. Pracownice potwierdziły takie zdarzenie i jednocześnie poinformowały przełożonego, że za produkty zapłaciły. Potwierdził to paragon i wyciąg z kasy fiskalnej, jednak kierownik pozostał nieugięty i zaproponował rozwiązanie umowy lub zwolnienie dyscyplinarne. Wystraszone kobiety zdecydowały się na "niższy wymiar kary" i zakończyły współpracę z Biedronką. Warto zaznaczyć, że jedna z nich pracowała w tym sklepie ponad 13 lat i zawsze otrzymywała pozytywną ocenę.
- Od zawsze było tak, że pracownik mógł wziąć jakiś produkt i za niego zapłacić. Kiedy pracodawca wprowadził nocne zmiany, to nic się nie zmieniło, wszyscy tak robili, tylko, że w nocy kasy są zamknięte, dlatego płaciliśmy dopiero rano, zaraz po otwarciu kas. I tak było tym razem. Mamy rachunek, jest wyciąg kasowy, który przecież to potwierdza - mówią naszej redakcji byli i obecni pracownicy sklepu, którzy proszą o zachowanie anonimowości.
Jedni nie chcą być błędnie kojarzeni z kradzieżą, do której nie doszło, a inni nie chcą stracić pracy. Według relacji obecnego pracownika marketu, kierownik regionalny wciąż przegląda archiwalne nagrania z kamery i oznajmił pozostałej kadrze sklepu, że każdy, kto brał produkt w nocy i płacił dopiero rano powinien samemu się do niego zgłosić.
Po naszej interwencji w centrali Jeronimo Martins Polska dowiedzieliśmy się, że firma wszczęła postępowanie sprawdzające, a pracownikom sklepu przypomniano zasady zakupów towaru.
- Nasi pracownicy podczas pracy mają możliwość dokonywania zakupów, jednak są zobowiązani do uiszczenia opłaty za produkty natychmiast. Oznacza to, że jeśli sklep już nie pracuje, a kasy są rozliczone, pracownik nie może dokonać zakupu towaru. Ta procedura jest opisana w podręczniku sprzedawcy-kasjera, z którym zapoznaje się każdy pracownik sklepu na początku swojej pracy. W opisanej sprawie prowadzimy aktualnie postępowanie sprawdzające. Jednocześnie zespołowi sklepu przypomnieliśmy zasady zakupów towarów podczas pracy w sklepie - informuje Biuro Prasowe Jeronimo Martins Polska S.A.
W takich przypadkach trudno dyskutować z podręcznikiem sprzedawcy-kasjera, jednak podkreślić należy, że panie po całonocnej pracy i przed wyjściem ze sklepu (dokładnie o godz. 6:18) zapłaciły za pizzę 9,99 zł, a za napój gazowany 4,49 zł. Niczego nie ukradły i nic nie wskazuje na to, aby dopuściły się ciężkiego naruszenia obowiązków pracownika, co mogłoby skutkować zwolnieniem w trybie dyscyplinarnym. Ciekawe tylko, czy kierownik regionalny mógł mieć tego świadomość? Poprosiliśmy o opinię w tej sprawie radcę prawnego, Tomasza Dragana.
"Sytuacja, w której kierownik "zaoferował" pracownicom samozwolnienie się z pracy wydaje się wątpliwa pod względem prawnym. W mojej opinii, przedstawiciel pracodawcy (właściciela sieci sklepów samoobsługowych) nadużył swojej pozycji względem pracowników. Bazujemy jednak w głównej mierze na wiadomościach pochodzących od pracowników, bowiem oświadczenia pracodawcy są jak na razie zbyt ogólnikowe. Natomiast, jeśli informacje pochodzące od pracowników przedstawiają fakty w tej sprawie, to obawiam się, iż mamy do czynienia z nieważnością czynności prawnej polegającej na złożeniu oświadczenia woli (samozwolnienie się pracowników - przyp. red.) o rozwiązaniu stosunku pracy pod wpływem groźby spowodowania określonych konsekwencji dla danego pracownika w wypadku, gdyby nie podjął takiego działania. Chodzi o wywołaną u danej osoby obawę spowodowania negatywnych skutków z uwagi na potencjalną możliwość rozwiązania umowy o pracę przez pracodawcę ze względu na rażące naruszenie obowiązków pracowniczych, czyli wręczenie - potocznie mówiąc - tzw. dyscyplinarki. Osoba działająca w imieniu pracodawcy powinna, w razie stwierdzenia naruszenia dyscypliny pracy, czyli obowiązków przewidzianych regulaminem pracy bądź zakresem czynności na danym stanowisku, zastosować środki dyscyplinujące pracownika w postaci kar przewidzianych prawem pracy. Osobną kwestią jest oczywiście ocena rodzaju przewinienia pracownika dla prawidłowości działania zakładu pracodawcy oraz procesu sprzedaży itp., przy uwzględnieniu czy np. wymierzenie kary upomnienia lub nagany byłoby adekwatne do naruszenia obowiązków przez pracownika, stopnia jego winy itd. Jeśli osoba działająca w imieniu pracodawcy stwierdziła, że sposób naruszenia obowiązków był poważny, godził i naruszał jednocześnie interes pracodawcy, to powinien rozwiązać stosunek pracy w trybie dyscyplinarnym, a nie - jak mówią pracownicy - sugerować inne rozwiązania, warunkując to podjęciem działań niekorzystnych dla interesów danego pracownika. W mojej ocenie, pracownicy mają dwa wyjścia: złożyć stosowne pismo do pracodawcy odwołujące wypowiedzenie na skutek pozostawiania przez daną osobę w realnym stanie groźby i liczyć na pozytywne rozpatrzenie sprawy, czyli powrót do pracy lub - po złożeniu takiego pisma i otrzymaniu negatywnej odpowiedzi od pracodawcy skierować sprawę do sądu pracy domagając się ustalenia, iż samozwolnienie było niezgodne z prawem i zostało na nich wymuszone". |
0 0
"...liczyć na pozytywne rozpatrzenie sprawy, czyli powrót do pracy..." I bycie gnębionym w zemście przez tego samego kierownika? Chyba nikt o zdrowych zmysłach by tam nie wrócił. Jeżeli w ogóle kierownik czepia się na poważnie takich pierdół i tym bardziej wyskakuje z taką możliwością wyboru (samowypowiedzenie albo dyscyplinarka), to trzeba od razu uciekać. Jak przełożony zaczyna stosować januszowe praktyki, od razu powinna się zapalić lampka w głowie. Co z tego, że ktoś 13 lat pracuje. Na odejście dla własnego dobra nigdy nie jest za późno.
0 0
Polecam w tym temacie również polski film "Dzień Kobiet"
0 0
Przeczytał taki janusz-kierownik kilka "mądrych" książek o zarządzaniu albo skończył zaocznie licencjat w jakiejś wyższej szkole czegośtam i teraz wyżej sra niż dupę ma.
Kobiety znajdą teraz pracę szybko, to biedronka będzie miała problem z uzupełnieniem pracowników za te pieniądze.
0 0
Idź gdzieś zarabiać więcej niż w Biedronce bez innego doświadczenia :D Powodzenia! Co nie zmienia faktu, że kierownik idiota, a zasada kretyńska do bólu.
0 0
Jeszcze troche i ten " cudowny " dyskont pojdzie tak szybko z Polski jak do niej przyszedł.
Miałem okazję byc zawodowo w kilku sklepach Biedronki i niestety w zestawieniu z innymi wypada bardzo źle. Z czystym sumieniem można go naxwać " sklep ostatniej szansy "
0 0
Może w takim wypadku ktoś zwolniłby tego kierownika
0 0
Gdzie się nie czyta to zwalniają kasjerki a za pizze albo za zatrzymanie złodzieja i dostaniem kopniaka w głowę.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu brzeg24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz