Lekarstwo na kryzys
Ponad rok temu, przypadkowo, zainteresowałem się pewnymi tabletkami, których nie stosuje się doustnie, lecz wrzuca się je do... samochodowego zbiornika paliwa. Udało mi się zakupić (uwaga: nielegalnie) kilka kompletów tych pastylek, wyglądem przypominających leki, a służących do zmniejszenia zużycia paliwa w różnego rodzaju silnikach spalinowych. Lekarstwo na kryzys
Ponad rok temu, przypadkowo, zainteresowałem się pewnymi tabletkami, których nie stosuje się doustnie, lecz wrzuca się je do... samochodowego zbiornika paliwa. Udało mi się zakupić (uwaga: nielegalnie) kilka kompletów tych pastylek, wyglądem przypominających leki, a służących do zmniejszenia zużycia paliwa w różnego rodzaju silnikach spalinowych. Chodzi o ulepszacze dodawane do benzyn i oleju napędowego. Ulotka reklamowa poinformowała mnie, że pastylki rozpuszczone, np. w benzynie, znakomicie poprawiają spalanie i skutecznie redukują zużycie paliwa, aż do 10-15%. Postanowiłem zastosować nowy środek, który w Ameryce, ponoć, jest już dość popularny. Po zatankowaniu paliwa do pełna (ok. 35 l.), zgodnie z zaleceniami producenta, wrzuciłem przez otwór wlewowy baku dwie, z dwudziestu otrzymanych w komplecie, brązowych tabletek. Pierwsze opróżnienie zbiornika, czyli przejechanie ok. 580 km, dało natychmiastowy rezultat w postaci 12-13% niższego zużycia benzyny. Później, także zgodnie z instrukcją, zużyłem już tylko jedną tabletkę na pełen zbiornik. Właścicielom posiadającym bak o większej pojemności producent zaleca dawkowanie 1,5 lub 2. tabletek, według załączonej tabeli. Komplet tabletek pozwala zaoszczędzić, średnio, 2-2,5 tankowania. Oszczędność jest prosta do obliczenia: 2,5 x 35L. = 87L. x 3,80 zł = 330 zł. Od tej kwoty należy jeszcze odjąć cenę ulepszacza, wahającą się pomiędzy 25-30$ za komplet, tj. ok. 85 zł. Zestaw tabletek pozwala zaoszczędzić ilość paliwa pozwalającą przejechać od. 700 do 1100km. Nawet tzw. niedzielnym kierowcom, daje to bezpłatną, daleką wycieczkę autem, co najmniej raz na pół roku.
Lekarstwo na głupotę
Przypomnę koszty całej operacji: 330 – 85 = 245 zł. Za zaoszczędzoną kwotę mogłem zatankować ponad 60 litrów paliwa. Dla mnie były to prawie 2 tankowania gratis (!). Po przetestowaniu auta, i sprawdzeniu działania środka, poinformowałem o przeprowadzonym (ryzykownym) eksperymencie kilka mediów. Dokładnie mówiąc, zwróciłem się do trzech znanych, związanych z mediami specjalistów od spraw motoryzacji. Chodziło mi o ich komentarz, opinię, jakieś własne doświadczenia, a przede wszystkim o informację, czy posiadają wiedzę, że tabletki wrzucane do zbiornika paliwa nie są przypadkiem szkodliwe dla trwałości silnika. odpowiedź w większości przypadków była zadziwiająco zgodna i zaskakująca: (cytuję) „tabletki, które Pan stosuje, nie są szkodliwe, ale ich przyjmowanie niech Pan skonsultuje ze swoim psychiatrą”. Niestety, nie uwierzono w moje zapewnienia, że efekt owych kapsułek (ulepszaczy) jest gołym okiem widoczny. Musiał minąć prawie rok, aby „moto-fachowcy”, czyli nieoczytani amatorzy od motoryzacji, zaczęli delikatnie i powoli wspominać o istnieniu jakiegoś dziwnego środka, który jak się dziś okazuje, od wielu lat, na masową skalę stosowany jest w kilku krajach zachodnich. Już powszechnie wiadome jest, że amerykańskie ulepszacze, nie tylko, że nie wpływają negatywnie na pracę silnika, to jeszcze zmniejszają emisję dwutlenku węgla do atmosfery. Oficjalnie stosują je firmy transportowe oraz indywidualni kierowcy. Ostatnio spadła cena benzyny i wzrósł kurs dolara, co oznacza, że jak na obecną chwilę, opłacalność tych cudownych tabletek spadła. Ale warto wiedzieć, że takie coś istnieje, bo kto wie, co nas jeszcze w przyszłości czeka.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu brzeg24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz