600 hektarów pól pod farmy fotowoltaiczne i kolejne wiatraki – tak wygląda przyszłość gminy Grodków. Tylko wokół jednej wsi, Kobieli, planuje się aż 150 hektarów paneli słonecznych. Mimo to burmistrz Miłosz Krok w mediach zapewnia, że „sprawa jest nieaktualna” i że „na razie żaden nowy temat się nie pojawił”. Dlaczego zakłamuje fakty? Czy chodzi o zbliżające się referendum? I czy gmina Grodków wkrótce nie zamieni się w jedną wielką farmę wiatrowo-słoneczną?
Farmy słoneczne i wiatrowe stają się symbolem konfliktu interesów w gminie Grodków. Gdy na gruntach rodziny przewodniczącego Dariusza Gajewskiego planuje się ogromne instalacje fotowoltaiczne, burmistrz Miłosz Krok publicznie minimalizuje problem, wprowadza opinię publiczną w błąd i udaje, że „sprawa jest nieaktualna”. Fakty są jednak nieubłagane – decyzje środowiskowe obejmują setki hektarów pól, a władze gminy zamiast chronić mieszkańców, mydlą im oczy i umywają ręce.
W Radiu Opole burmistrz Miłosz Krok przekonywał, że temat farm słonecznych w Kobieli jest zamknięty, bo inwestor miał się wycofać. Dla niewtajemniczonych mogło to brzmieć uspokajająco – jakby groźba paneli wokół wsi zniknęła. Ale rzeczywistość jest zupełnie inna.
Wycofano tylko jeden wniosek – dotyczący farmy o powierzchni 34 hektarów – i to nie dlatego, że inwestor zrezygnował, ale dlatego, że Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Opolu wydała negatywną opinię. Inwestor, nie chcąc doczekać się formalnej odmowy, po prostu wycofał papiery. Tymczasem pozostałe projekty – obejmujące ponad 150 hektarów wokół Kobieli – są aktualne i obowiązują przez najbliższe 10 lat. Co więcej, jedna z farm ma już pozwolenie na budowę.
Czy można więc mówić, że sprawa jest „nieaktualna”? Nie – to po prostu manipulacja i próba odwrócenia uwagi.
Radny Waldemar Kwiatkowski z ugrupowania Przyjazna Gmina wskazuje, że problem wykracza daleko poza kwestie środowiskowe:
– Mieszkańcy czekają na inwestycje, które stworzą miejsca pracy. Zamiast tego setki hektarów zastawia się farmami słonecznymi i wiatrowymi. Energia i tak popłynie poza gminę – nie do mieszkańców, tylko do dużych firm pod Nysą. Skorzystają giganci, a nie lokalna społeczność.
I trudno się z nim nie zgodzić. Bo czy ktokolwiek widział, by w Grodkowie spadły rachunki za prąd po postawieniu pierwszych wiatraków? Zyski trafiają do właścicieli ziemi i koncernów, a mieszkańcy zostają z hałasem, krajobrazem pełnym turbin i poczuciem, że ktoś znowu zrobił z nich naiwnych statystów.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że jedna z planowanych farm – aż 50 hektarów – ma powstać na gruntach rodziny przewodniczącego Rady Miejskiej Dariusza Gajewskiego. Czy to przypadek? Formalnie wszystko może być zgodne z prawem, ale moralnie sprawa wygląda fatalnie. Bo jak przewodniczący ma bezstronnie podejmować decyzje w sprawach farm OZE, skoro sam ma w nich interes finansowy?
Mieszkańcy mają prawo pytać, czy rada gminy, zdominowana przez ludzi Gajewskiego, działa w interesie lokalnej społeczności, czy może w interesie własnych kieszeni.
Cały problem zaczyna się na etapie decyzji środowiskowych. W branży OZE mówi się o nich jak o „skarbie”. Dlaczego? Bo taki dokument zamienia zwykłe pole w inwestycyjny hit. Wystarczy kilka ekspertyz, trochę cierpliwości i – jeśli uda się przebrnąć przez procedury – ziemia rolnicza staje się terenem o wartości wielokrotnie wyższej. Małe spółki celowe często zdobywają decyzję, a potem sprzedają projekt większym graczom – koncernom energetycznym albo zagranicznym funduszom. To dla nich wygodne: dostają teren z pieczątką i nie muszą ryzykować całego procesu od nowa. Dla gminy i mieszkańców oznacza to jedno – stracili moment, w którym mogli cokolwiek zablokować. Później pozostaje już tylko bierne patrzenie, jak na polach pojawiają się farmy słoneczne.
Miłosz Krok próbował tłumaczyć swoją bezczynność:
– Cały proces decyzyjny toczy się poza Grodkowem. Decyzje środowiskowe wydaje regionalny dyrektor ochrony środowiska, pozwolenie wydaje wojewoda. My poczuliśmy się zobligowani do tego, żeby prześledzić temat i wiemy o procedowaniu dwóch farm wiatrowych. W jaką stronę to pójdzie, to już zadecyduje województwo.
Tyle że to tłumaczenie nikogo nie przekonuje. Bo nawet jeśli część decyzji rzeczywiście zapada poza gminą, to burmistrz ma w rękach narzędzia, których nie używa.
Radny Waldemar Kwiatkowski nie owija w bawełnę:
– W sprawie kolejnych wiatraków oraz farm fotowoltaicznych burmistrz jest sparaliżowany i bierny. Prawdopodobnie wynika to z chęci realizacji inwestycji przez przewodniczącego Gajewskiego, który ma większość w radzie i może sterować poczynaniami burmistrza. Mieszkańcy nie na takiego burmistrza liczyli – wielu z nich srodze się rozczarowało.
Źródłem dzisiejszych problemów jest Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego uchwalony jeszcze w 2006 roku. Wtedy wpisano do niego możliwość stawiania farm wiatrowych i fotowoltaicznych praktycznie na wszystkich gruntach rolnych. Efekt? Dziś inwestorzy mogą rozstawiać swoje instalacje niemal wszędzie – nawet w bezpośrednim sąsiedztwie Grodkowa.
– Radziłem burmistrzowi już nie raz, że powinien zainicjować zmianę MPZP. Rada miejska mogła przychylić się do skarg mieszkańców. Zamiast tego burmistrz milczy od stycznia, a klub radnych Forum z przewodniczącym Gajewskim na czele nie stawił się na nadzwyczajnej sesji poświęconej tym skargom. Efekt? Sesja się nie odbyła z powodu braku kworum. – podkreśla radny Kwiatkowski.
Sprawa trafiła już do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Ale zamiast wesprzeć mieszkańców, burmistrz wynajął zewnętrzną kancelarię prawną, by – za pieniądze podatników – walczyła z własnymi obywatelami.
Mając na biurku protest podpisany przez ponad 2700 osób, Krok mógł zwrócić się do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska o wstrzymanie procedowania wniosków do czasu rozstrzygnięcia sprawy w sądzie. Nie zrobił tego. Zdecydował się na bierność, narażając gminę na potencjalne procesy odszkodowawcze.
W całej tej historii najbardziej uderzająca jest bierność władz gminy i polityczne powiązania przewodniczącego Dariusza Gajewskiego. Mieszkańcy protestują, zbierają podpisy, składają skargi, ale w zamian natrafiają na mur milczenia i uniki. Zamiast dialogu – puste formułki w mediach. Zamiast działań – bierne przyglądanie się kolejnym decyzjom środowiskowym. Władza, która miała ich reprezentować, dziś występuje przeciwko nim – i to, co szczególnie bulwersuje, robi to za pieniądze samych mieszkańców, wynajmując kancelarie prawne przeciwko lokalnej społeczności.
- Wójtowie sąsiednich gmin wsłuchali się w protesty mieszkańców i stanęli po ich stronie, w Grodkowie burmistrz Krok wybrał drogę odwrotną – w stronę inwestorów OZE. To prawdziwy obraz jego priorytetów. Szkoda, że nie poszedł drogą sąsiadów, którzy potrafili okazać odwagę i lojalność wobec swoich społeczności – zamiast kroczyć ścieżką wygody i interesów biznesowych – podsumowuje radny Waldemar Kwiatkowski z klubu radnych Przyjazna Gmina.
To właśnie ta postawa – brak odwagi, brak reakcji i otwarte lekceważenie głosu mieszkańców – doprowadziła do sytuacji, w której Grodków stanie przed urnami w referendum o odwołanie burmistrza i obecnej rady. Ludzie mają poczucie, że zostali zdradzeni przez tych, którzy mieli bronić ich interesów.
Referendum staje się więc nie tylko aktem sprzeciwu wobec konkretnej polityki Miłosza Kroka i jego zaplecza, ale też okazją do powiedzenia głośnego „dość” – do pokazania, że mieszkańcy mogą i chcą wziąć sprawy w swoje ręce.
Być może właśnie dlatego burmistrz wprowadza opinię publiczną w błąd, zaklinając rzeczywistość w Radiu Opole i twierdząc, że „sprawa jest nieaktualna” albo że „żaden nowy temat się nie pojawił”. Tyle że fakty są inne – i mieszkańcy je widzą. A im bliżej referendum, tym bardziej staje się jasne, że prawdziwą stawką tego głosowania jest odzyskanie przez społeczność kontroli nad własną gminą.
Do burmistrza Miłosza Kroka wysłaliśmy wczoraj pytania dotyczące jego nieprawdziwych wypowiedzi na temat farm fotowoltaicznych. Niestety, burmistrz nie znalazł czasu – albo nie chciał – aby na nie odpowiedzieć.
Poniżej publikujemy pełną treść tych pytań, jakie skierowaliśmy do włodarza Grodkowa.
Szanowny Panie Burmistrzu,
W Radiu Opole stwierdził Pan, że sprawa farm fotowoltaicznych w Kobieli jest nieaktualna, ponieważ inwestor wycofał wniosek. Z dostępnych dokumentów wynika jednak inny stan faktyczny, dlatego prosimy o wyjaśnienia w poniższych kwestiach:
Czy nie wprowadza Pan w błąd mieszkańców, skoro firma Triobud wycofała wniosek wyłącznie dlatego, że RDOŚ Opole nie wydał pozytywnej opinii środowiskowej, a nie z własnej woli?
Jak może Pan twierdzić, że temat jest nieaktualny, skoro jedna z decyzji środowiskowych dla farmy w Kobieli ma już wydane pozwolenie na budowę?
Dlaczego w publicznej wypowiedzi pominął Pan fakt, że na Kobielę wydano jeszcze 6 innych decyzji środowiskowych na łączną powierzchnię około 150 ha, które są ważne przez 10 lat?
Dlaczego w wywiadzie zasugerował Pan, że inwestorzy rezygnują z budowy farm, skoro w gminie Grodków obowiązuje kilkadziesiąt decyzji środowiskowych obejmujących kilkaset hektarów terenów?
Ilu inwestorów faktycznie się wycofało, a ile projektów pozostaje wciąż aktualnych i może być realizowanych?
Jak skomentuje Pan fakt, że jedna z planowanych farm o powierzchni 50 ha ma powstać na gruntach należących do rodziny przewodniczącego Rady Miejskiej Gajewskiego? Czy nie widzi Pan w tym konfliktu interesów?
Czy nie uważa Pan, że podając publicznie niepełne lub mijające się z prawdą informacje, dezinformuje Pan mieszkańców gminy i zniekształca obraz skali inwestycji?
1 1
Wybraliście sobie dyktatuskowa patologię bo PiS wam śmierdział oczernisnt oręż media głównego ścieku a teraz macie tego skutki
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu brzeg24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz