Wiadomości

Zamknij

600 ha pod farmy fotowoltaiczne, zero reakcji – burmistrz Krok umywa ręce

. 11:21, 05.09.2025 Aktualizacja: 07:42, 26.10.2025
1 600 ha pod farmy fotowoltaiczne, zero reakcji – burmistrz Krok umywa ręce

600 hektarów pól pod farmy fotowoltaiczne i kolejne wiatraki – tak wygląda przyszłość gminy Grodków. Tylko wokół jednej wsi, Kobieli, planuje się aż 150 hektarów paneli słonecznych. Mimo to burmistrz Miłosz Krok w mediach zapewnia, że „sprawa jest nieaktualna” i że „na razie żaden nowy temat się nie pojawił”. Dlaczego zakłamuje fakty? Czy chodzi o zbliżające się referendum? I czy gmina Grodków wkrótce nie zamieni się w jedną wielką farmę wiatrowo-słoneczną?
 

Farmy słoneczne i wiatrowe stają się symbolem konfliktu interesów w gminie Grodków. Gdy na gruntach rodziny przewodniczącego Dariusza Gajewskiego planuje się ogromne instalacje fotowoltaiczne, burmistrz Miłosz Krok publicznie minimalizuje problem, wprowadza opinię publiczną w błąd i udaje, że „sprawa jest nieaktualna”. Fakty są jednak nieubłagane – decyzje środowiskowe obejmują setki hektarów pól, a władze gminy zamiast chronić mieszkańców, mydlą im oczy i umywają ręce.

Burmistrz mówi jedno, fakty drugie

W Radiu Opole burmistrz Miłosz Krok przekonywał, że temat farm słonecznych w Kobieli jest zamknięty, bo inwestor miał się wycofać. Dla niewtajemniczonych mogło to brzmieć uspokajająco – jakby groźba paneli wokół wsi zniknęła. Ale rzeczywistość jest zupełnie inna.

Wycofano tylko jeden wniosek – dotyczący farmy o powierzchni 34 hektarów – i to nie dlatego, że inwestor zrezygnował, ale dlatego, że Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Opolu wydała negatywną opinię. Inwestor, nie chcąc doczekać się formalnej odmowy, po prostu wycofał papiery. Tymczasem pozostałe projekty – obejmujące ponad 150 hektarów wokół Kobieli – są aktualne i obowiązują przez najbliższe 10 lat. Co więcej, jedna z farm ma już pozwolenie na budowę.

Czy można więc mówić, że sprawa jest „nieaktualna”? Nie – to po prostu manipulacja i próba odwrócenia uwagi.

Pola pod panele, a nie pod miejsca pracy

Radny Waldemar Kwiatkowski z ugrupowania Przyjazna Gmina wskazuje, że problem wykracza daleko poza kwestie środowiskowe:

– Mieszkańcy czekają na inwestycje, które stworzą miejsca pracy. Zamiast tego setki hektarów zastawia się farmami słonecznymi i wiatrowymi. Energia i tak popłynie poza gminę – nie do mieszkańców, tylko do dużych firm pod Nysą. Skorzystają giganci, a nie lokalna społeczność.

I trudno się z nim nie zgodzić. Bo czy ktokolwiek widział, by w Grodkowie spadły rachunki za prąd po postawieniu pierwszych wiatraków? Zyski trafiają do właścicieli ziemi i koncernów, a mieszkańcy zostają z hałasem, krajobrazem pełnym turbin i poczuciem, że ktoś znowu zrobił z nich naiwnych statystów.

Polityczne powiązania – Gajewski w tle

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że jedna z planowanych farm – aż 50 hektarów – ma powstać na gruntach rodziny przewodniczącego Rady Miejskiej Dariusza Gajewskiego. Czy to przypadek? Formalnie wszystko może być zgodne z prawem, ale moralnie sprawa wygląda fatalnie. Bo jak przewodniczący ma bezstronnie podejmować decyzje w sprawach farm OZE, skoro sam ma w nich interes finansowy?

Mieszkańcy mają prawo pytać, czy rada gminy, zdominowana przez ludzi Gajewskiego, działa w interesie lokalnej społeczności, czy może w interesie własnych kieszeni.

Decyzja środowiskowa – złoty bilet dla inwestora

Cały problem zaczyna się na etapie decyzji środowiskowych. W branży OZE mówi się o nich jak o „skarbie”. Dlaczego? Bo taki dokument zamienia zwykłe pole w inwestycyjny hit. Wystarczy kilka ekspertyz, trochę cierpliwości i – jeśli uda się przebrnąć przez procedury – ziemia rolnicza staje się terenem o wartości wielokrotnie wyższej. Małe spółki celowe często zdobywają decyzję, a potem sprzedają projekt większym graczom – koncernom energetycznym albo zagranicznym funduszom. To dla nich wygodne: dostają teren z pieczątką i nie muszą ryzykować całego procesu od nowa. Dla gminy i mieszkańców oznacza to jedno – stracili moment, w którym mogli cokolwiek zablokować. Później pozostaje już tylko bierne patrzenie, jak na polach pojawiają się farmy słoneczne.

Burmistrz umywa ręce

Miłosz Krok próbował tłumaczyć swoją bezczynność:

– Cały proces decyzyjny toczy się poza Grodkowem. Decyzje środowiskowe wydaje regionalny dyrektor ochrony środowiska, pozwolenie wydaje wojewoda. My poczuliśmy się zobligowani do tego, żeby prześledzić temat i wiemy o procedowaniu dwóch farm wiatrowych. W jaką stronę to pójdzie, to już zadecyduje województwo.

Tyle że to tłumaczenie nikogo nie przekonuje. Bo nawet jeśli część decyzji rzeczywiście zapada poza gminą, to burmistrz ma w rękach narzędzia, których nie używa.

„Sparaliżowany i bierny”

Radny Waldemar Kwiatkowski nie owija w bawełnę:

– W sprawie kolejnych wiatraków oraz farm fotowoltaicznych burmistrz jest sparaliżowany i bierny. Prawdopodobnie wynika to z chęci realizacji inwestycji przez przewodniczącego Gajewskiego, który ma większość w radzie i może sterować poczynaniami burmistrza. Mieszkańcy nie na takiego burmistrza liczyli – wielu z nich srodze się rozczarowało.

Plan sprzed lat, dziś ciężar dla mieszkańców

Źródłem dzisiejszych problemów jest Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego uchwalony jeszcze w 2006 roku. Wtedy wpisano do niego możliwość stawiania farm wiatrowych i fotowoltaicznych praktycznie na wszystkich gruntach rolnych. Efekt? Dziś inwestorzy mogą rozstawiać swoje instalacje niemal wszędzie – nawet w bezpośrednim sąsiedztwie Grodkowa.

Burmistrz milczy, rada nie głosuje

– Radziłem burmistrzowi już nie raz, że powinien zainicjować zmianę MPZP. Rada miejska mogła przychylić się do skarg mieszkańców. Zamiast tego burmistrz milczy od stycznia, a klub radnych Forum z przewodniczącym Gajewskim na czele nie stawił się na nadzwyczajnej sesji poświęconej tym skargom. Efekt? Sesja się nie odbyła z powodu braku kworum. – podkreśla radny Kwiatkowski.

Skargi w sądzie, burmistrz przeciw mieszkańcom

Sprawa trafiła już do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Ale zamiast wesprzeć mieszkańców, burmistrz wynajął zewnętrzną kancelarię prawną, by – za pieniądze podatników – walczyła z własnymi obywatelami.

Mając na biurku protest podpisany przez ponad 2700 osób, Krok mógł zwrócić się do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska o wstrzymanie procedowania wniosków do czasu rozstrzygnięcia sprawy w sądzie. Nie zrobił tego. Zdecydował się na bierność, narażając gminę na potencjalne procesy odszkodowawcze.

Co dalej?

W całej tej historii najbardziej uderzająca jest bierność władz gminy i polityczne powiązania przewodniczącego Dariusza Gajewskiego. Mieszkańcy protestują, zbierają podpisy, składają skargi, ale w zamian natrafiają na mur milczenia i uniki. Zamiast dialogu – puste formułki w mediach. Zamiast działań – bierne przyglądanie się kolejnym decyzjom środowiskowym. Władza, która miała ich reprezentować, dziś występuje przeciwko nim – i to, co szczególnie bulwersuje, robi to za pieniądze samych mieszkańców, wynajmując kancelarie prawne przeciwko lokalnej społeczności.

- Wójtowie sąsiednich gmin wsłuchali się w protesty mieszkańców i stanęli po ich stronie, w Grodkowie burmistrz Krok wybrał drogę odwrotną – w stronę inwestorów OZE. To prawdziwy obraz jego priorytetów. Szkoda, że nie poszedł drogą sąsiadów, którzy potrafili okazać odwagę i lojalność wobec swoich społeczności – zamiast kroczyć ścieżką wygody i interesów biznesowych – podsumowuje radny Waldemar Kwiatkowski z klubu radnych Przyjazna Gmina.

To właśnie ta postawa – brak odwagi, brak reakcji i otwarte lekceważenie głosu mieszkańców – doprowadziła do sytuacji, w której Grodków stanie przed urnami w referendum o odwołanie burmistrza i obecnej rady. Ludzie mają poczucie, że zostali zdradzeni przez tych, którzy mieli bronić ich interesów.

Referendum staje się więc nie tylko aktem sprzeciwu wobec konkretnej polityki Miłosza Kroka i jego zaplecza, ale też okazją do powiedzenia głośnego „dość” – do pokazania, że mieszkańcy mogą i chcą wziąć sprawy w swoje ręce.

Być może właśnie dlatego burmistrz wprowadza opinię publiczną w błąd, zaklinając rzeczywistość w Radiu Opole i twierdząc, że „sprawa jest nieaktualna” albo że „żaden nowy temat się nie pojawił”. Tyle że fakty są inne – i mieszkańcy je widzą. A im bliżej referendum, tym bardziej staje się jasne, że prawdziwą stawką tego głosowania jest odzyskanie przez społeczność kontroli nad własną gminą.



Na końcu naszego tekstu, galerii zdjęć, przedstawiamy wszystkie decyzje o środowiskowych uwarunkowaniach dla farm fotowoltaicznych wydane dla ponad 600 ha w gminie Grodków



PS

Do burmistrza Miłosza Kroka wysłaliśmy wczoraj pytania dotyczące jego nieprawdziwych wypowiedzi na temat farm fotowoltaicznych. Niestety, burmistrz nie znalazł czasu – albo nie chciał – aby na nie odpowiedzieć.

Poniżej publikujemy pełną treść tych pytań, jakie skierowaliśmy do włodarza Grodkowa.
 

Szanowny Panie Burmistrzu,

W Radiu Opole stwierdził Pan, że sprawa farm fotowoltaicznych w Kobieli jest nieaktualna, ponieważ inwestor wycofał wniosek. Z dostępnych dokumentów wynika jednak inny stan faktyczny, dlatego prosimy o wyjaśnienia w poniższych kwestiach:

Czy nie wprowadza Pan w błąd mieszkańców, skoro firma Triobud wycofała wniosek wyłącznie dlatego, że RDOŚ Opole nie wydał pozytywnej opinii środowiskowej, a nie z własnej woli?

Jak może Pan twierdzić, że temat jest nieaktualny, skoro jedna z decyzji środowiskowych dla farmy w Kobieli ma już wydane pozwolenie na budowę?

Dlaczego w publicznej wypowiedzi pominął Pan fakt, że na Kobielę wydano jeszcze 6 innych decyzji środowiskowych na łączną powierzchnię około 150 ha, które są ważne przez 10 lat?

Dlaczego w wywiadzie zasugerował Pan, że inwestorzy rezygnują z budowy farm, skoro w gminie Grodków obowiązuje kilkadziesiąt decyzji środowiskowych obejmujących kilkaset hektarów terenów?

Ilu inwestorów faktycznie się wycofało, a ile projektów pozostaje wciąż aktualnych i może być realizowanych?

Jak skomentuje Pan fakt, że jedna z planowanych farm o powierzchni 50 ha ma powstać na gruntach należących do rodziny przewodniczącego Rady Miejskiej Gajewskiego? Czy nie widzi Pan w tym konfliktu interesów?

Czy nie uważa Pan, że podając publicznie niepełne lub mijające się z prawdą informacje, dezinformuje Pan mieszkańców gminy i zniekształca obraz skali inwestycji?
 

(.)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz (1)

CaytCayt

1 1

Wybraliście sobie dyktatuskowa patologię bo PiS wam śmierdział oczernisnt oręż media głównego ścieku a teraz macie tego skutki

18:36, 06.09.2025
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu brzeg24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%