Miała być przełomowa sesja i moment, w którym mieszkańcy Grodkowa usłyszą konkretne odpowiedzi w sprawie bezpieczeństwa dzieci. Po tygodniach napięcia i rosnącego oburzenia oczekiwano decyzji, jasnych deklaracji i realnych działań. Zamiast tego była seria uników, zasłanianie się przepisami i milczenie tam, gdzie powinny paść najważniejsze słowa. Ta sesja pokazała nie tylko skalę problemu, ale też bezradność lub brak woli jego rozwiązania. Jedno pozostaje bezdyskusyjne, dobrze, że w ogóle do niej doszło. Szkoda, że nie przyniosła odpowiedzi, na które czeka cała lokalna społeczność. Dziś krótka wzmianka i relacja. Szerzej o przebiegu sesji i jej kulisach napiszemy po świętach.
Nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej w Grodkowie miała być momentem prawdy. Po tygodniach napięcia, pytań i rosnącego oburzenia mieszkańców, oczekiwano jednego, rzetelnej rozmowy o bezpieczeństwie dzieci i konkretnych decyzji. Zamiast tego była cisza, uniki i przerzucanie odpowiedzialności.
Największe rozczarowanie przyniosła postawa dyrektor szkoły Anny Stankowskiej. Po odczytaniu przygotowanego oświadczenia, w którym dominowały wyliczenia pogadanek, apeli i działań profilaktycznych, padła deklaracja, że nie będzie odpowiadać na pytania. W sprawie, która wstrząsnęła całą lokalną społecznością, to decyzja trudna do zrozumienia.
Jeszcze bardziej kuriozalnie zabrzmiało wystąpienie przedstawicielki rady pedagogicznej, podwładnej pani dyrektor, która zamiast odnieść się do problemu, wygłosiła pełen pochwał tekst o pracy dyrektor. Do tego tonu dołączyła także przedstawicielka Rady Rodziców.
Burmistrz Miłosz Krok zaprezentował inną strategię. Zamiast odpowiedzi była długa lista dokumentów przekazywanych między instytucjami. Padało jedno słowo, kompetencje. W jego narracji każdy coś robił, ale nikt nie był odpowiedzialny. Problem w tym, że dla mieszkańców to nie jest odpowiedź.
Podobnie wypowiadała się szefowa oświaty Elżbieta Semko, przywołując przepisy i procedury. Co szczególnie uderzające, sama zacytowała przepis mówiący wprost, że organ prowadzący odpowiada za bezpieczeństwo w szkołach. Przywołała art. 10 ustawy Prawo oświatowe, w którym jasno zapisano, że „organ prowadzący szkołę lub placówkę odpowiada za jej działalność”, a do jego zadań należy w szczególności „zapewnienie warunków działania szkoły, w tym bezpiecznych i higienicznych warunków nauki, wychowania i opieki”. Mimo tak jednoznacznego brzmienia przepisu, w dalszej części wypowiedzi nadal słyszeliśmy, że „nie ma kompetencji”.
Najważniejsze pytania pozostały bez odpowiedzi. Dlaczego nie podjęto próby przeniesienia sprawców do innych szkół? Co dalej z bezpieczeństwem poszkodowanego chłopca? Czy nadal będzie musiał uczęszczać do tej samej placówki co osoby, które go skrzywdziły?
Dyrektor nie odpowiedziała, choć przedstawiciel kuratorium jasno wskazał, że miała i nadal ma możliwość złożenia wniosku o przeniesienie uczniów. To jedna z najbardziej niepokojących informacji tej sesji.
Postawa części radnych również budzi zdumienie. Radni Forum, mający większość w radzie, w dużej mierze milczeli albo bagatelizowali problem. Pojawiały się nawet głosy w obronie sprawców – taki zaprezentował wprost radny Birecki. Przewodniczący Dariusz Gajewski przyznał publicznie, że nie zna się na przepisach prawa oświatowego. Trudno nie zadać pytania, jak w takiej sytuacji ma pełnić swoją funkcję.
W trakcie sesji ujawniono też istotne fakty. Decyzje o ukaraniu sprawców zapadły przy pełnej świadomości, że poszkodowany chłopiec zmaga się z poważną traumą pourazową. Z dostępnych opinii specjalistów wynikało jasno, że jednym z podstawowych warunków rozpoczęcia skutecznej terapii jest odseparowanie go od sprawców, między innymi poprzez ich przeniesienie do innych placówek. Mimo tej wiedzy zastosowano jedynie łagodniejsze środki, jak naganę dyrektora i obniżenie oceny z zachowania. Nie podjęto działań, które realnie mogłyby zwiększyć poczucie bezpieczeństwa ofiary i stworzyć jej warunki do powrotu do normalnego funkcjonowania.
Zaskakuje również fakt, że dokumenty w tej sprawie trafiały do przewodniczącego rady Dariusza Gajewskiego, a mimo to publicznie twierdził, że ich nie zna. To rodzi pytania o sposób wykonywania przez niego obowiązków.
Jedynym konkretnym efektem sesji było przyjęcie uchwały, w której rada wskazuje na konieczność rzetelnego wyjaśnienia sprawy i zapewnienia bezpieczeństwa uczniom. Problem w tym, że jej wykonanie powierzono burmistrzowi. Temu samemu, który podczas sesji wielokrotnie podkreślał brak kompetencji.
Na zakończenie pojawił się jeszcze jeden, wyjątkowo wymowny wątek. Przewodniczący Dariusz Gajewski skierował pytanie o ewentualne przeniesienie sprawców, konkretnie do Jędrzejowa, właśnie do burmistrza Miłosza Kroka. To o tyle zaskakujące, że przez całą sesję obowiązywała jedna, powtarzana jak mantra narracja burmistrza, że nie ma w tej sprawie kompetencji. Skoro tak, dlaczego pytanie nie zostało skierowane do dyrektor szkoły, która faktycznie może inicjować takie działania. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nawet przewodniczący nie do końca wierzy w te tłumaczenia i zakłada, że realne decyzje zapadają jednak gdzie indziej. A gdy sytuacja tego wymaga, odpowiedzialność znika za wygodną zasłoną procedur i przepisów.
Ta sesja pokazała jedno. Problem istnieje, emocje są ogromne, a odpowiedzialność wciąż rozmyta. Dobrze, że w końcu doszło do publicznej debaty. Źle, że nie przyniosła odpowiedzi, których wszyscy oczekiwali.
Szerzej do sprawy wrócimy po świętach.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu brzeg24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz