Jak ich rozpoznać?
Coś się takiego w Polsce porobiło, że nie znosimy polityki i polityków. Fakt. Nie jest to zbyt lubiana branża przez ogół społeczeństwa. Polityk i polityka kojarzą się jakoś tak nieciekawie, a przede wszystkim negatywnie. Jeszcze bardziej jednak nie lubimy politykierów. I nie ma się czemu dziwić. Wszak to właśnie przez tych lichych polityków, osób pozujących na polityków, zła sława spłynęła na całą „specjalizację polityczną”.
Zawód: polityk
Od niedawna polityka jawi się jako zawód. Niemiecki socjolog i teoretyk polityki Max Weber nakreśla nowy typ polityka, który w zarządzaniu władzą państwową oddaje się wyłącznie pracy w rozumieniu zawodu, profesji i otrzymuje za swoją pracę wynagrodzenie. Weber wymienia także cechy osobowościowe, które stanowią o klasie polityka. Te cechy to: namiętność, poczucie odpowiedzialności, wyczucie w ocenie oraz dystans wobec ludzi i rzeczy. Polityk z klasą musi także umieć pokonywać własną próżność, która w konsekwencji rodzi nierzeczowość i brak odpowiedzialności.
Polityk powinien także stać się wyznawcą etyki przekonań i etyki odpowiedzialności.
Polityka-przywódcę wyróżnia poczucie odpowiedzialności, oddanie sprawie, roztropność. Polityk dąży do władzy, ponieważ ma potrzebę: efektywnego wpływania na otoczenie, bycia sławnym i admirowanym przez tłumy, obowiązku, altruizmu, a także zabiegania o dobre relacje z ludźmi, potrzebę osiągnięć. Są to jednostki o silnej wierze we własne możliwości, o większej otwartości umysłu, ponadprzeciętnej inteligencji, wysokiej samoocenie i samoakceptacji. A nade wszystko tworzące i utrzymujące niekwestionowany autorytet. Niewątpliwie przywódcą politycznym trzeba się urodzić.
Politykier – zły, nieudany, lichy polityk
Grzech, a co za tym idzie politykierstwo, zaczyna się wtedy, gdy dążenie do władzy staje się celem samym w sobie. Politykier, któremu chodzi tylko o sprawowanie władzy i zaspokojenie własnej próżności, będzie zawsze miernotą – nawet, gdy odniesie zewnętrzne sukcesy. W polityce nie chodzi bowiem o władzę dla niej samej, ale o władzę w służbie idei, narodu i społeczeństwa. I to jest właśnie warunek polityki uczciwej i odpowiedzialnej, jak uważał Weber: „Polityka jako zawód i powołanie ma sens wówczas, gdy łączy szansę wielkiej nagrody dzięki sukcesom i zapowiedź surowej kary za zawiniony brak sukcesów”. Politykier dąży zwykle do zaspokojenia własnych ambicji (chorych!), jest sprytny i przebiegły, gotowy do posługiwania się kłamstwem. Nieszczere obietnice i deklaracje wobec potencjalnych wyborców, obietnice „stołków zastępców” i innych ważnych urzędniczych stanowisk, są dla politykiera niezbędne, aby utrzymać się w polityce. Przez takie zachowania rodzą się różnego rodzaju patologie, w tym korupcja, nepotyzm, kumoterstwo, czy klientelizm. I tego nie znoszą normalni ludzie.
A ponieważ politykier sam nie wierzy w to, co mówi, często jest mile zaskoczony, gdy inni mu wierzą – zmodyfikowany cytat Charlesa de Gaulle.
Trzeba wiedzieć, że społeczeństwo (patrz: wyborcy) bacznie się temu przygląda i ocenia. Już tak łatwo nie daje się omotać różnej maści oszołomom, chorym z niezdrowej ambicji, żądnym władzy i blichtru, niedoświadczonym politykierom, którym z nawału sukcesów (w różny sposób osiągniętych) przewróciło się w głowie.
Żeby zostać przez naród wybranym, drodzy politykierzy, trzeba mieć co sobą reprezentować, trzeba mieć podstawową wiedzę z zakresu spraw, o których mówicie, trzeba mieć klasę i umiejętności, a przede wszystkim należy służyć społeczeństwu i na jego rzecz pracować, a nie być zapatrzonym w siebie narcyzem.
Beata Zatoń - Kowalczyk
0 0
Naburmuszenie jest stanem, który dla POLITYKA Jarosława Kaczyńskiego wydaje się być normalnym. Rzadkie momenty, gdy ten człowiek podnosi do góry kąciki ust, niezbyt dobrze naśladując uśmiech stanowią absolutne wyjątki i jako takie podkreślają regułę. Zarzuty w rodzaju "tu my, tam ZOMO" są również zewnętrznym wizerunkiem wiecznie obrażonego ego "nadprzywódcy". To jednak, co dał z siebie w wywiadzie dla "Gazety Polskiej" przeszło wszelkie oczekiwania. To już nie był żal o przegraną; Jarosław wyrzucił z siebie wszystko, co tylko był w stanie sprecyzować. Znalazły się tam zarzuty o celowe hamowanie jego ekipy tylko po to, by premier Tusk pierwszy dotarł do Smoleńska; były insynuacje wyraźnie wskazujące na jego wiarę w teorię zamachu... Nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, w której Tusk ze złośliwym uśmiechem (tak chętnie by go widział Jarosław) wydaje polecenie przetrzymania kolumny pojazdów wodza PiS-u, w duchu ciesząc się z porażki swojego przeciwnika. Tuska Kaczyński obchodzi tyle, co zeszłoroczny śnieg; PiS przestał po niedawnych, przegranych przez jego szefa prezydenckich wyborach odgrywać rolę opozycji, z którą trzeba się liczyć. Pokazują to najnowsze wyniki sondaży: wczorajsze "Wiadomości" w TVP 1 - stacji, jakby nie było bardzo propisowskiej - opublikowały sondaż OBOS-u, w myśl którego na Platformę zagłosowałaby ponad połowa wyborców, podczas gdy za PiS-em "murem stoi" już tylko 31%. Kaczyński usiłuje więc ratować, co (znowu jego zdaniem) jest do uratowania, wciąż łudząc się, że naród znowu dopuści go do żłobu. Wywiad, którego udzielił dla gazetki niejakiego Sakowicza jest dowodem, że nie zrozumiał niczego z tego, co dzieje się wokół niego.
Pisowski wódz powrócił do formy, która jest jego prawdziwą twarzą. Do świata, który wprawdzie nie jest naszym, ale dla niego jak najbardziej realnego. Znowu mamy do czynienia z człowiekiem, który nie potrafi przegrywać, będąc przy tym otoczonym przez serwilistyczny do bólu dwór, z zapałem klaszczący po każdej głupocie, którą bożyszczu piwnobudkowych mas uda się palnąć. Takie coś potrwa jeszcze przynajmniej do przyszłorocznych wyborów do Sejmu; dopiero po nich dowiemy się, że to nie on zawiódł; winni ą znowu "oni" i "układ". Potem zaś nagle - bo z dnia na dzień - zostaniemy zaskoczeni pojawieniem się zupełnie nowej i nie mającej absolutnie nic wspólnego z PiS-em partii, która zostanie powołana do życia przez Kaczyńskiego w oparciu o całkowicie świeżych i nie zbrukanych zgnilizną "układu" współpracowników: Macierewicza, Ziobrę, Kurskiego, Brudzińskie
0 0
Jarosław Kaczyński postawił na wieczną przegraną PIS we wszelkich wyborach. Wieczną dla siebie, niekoniecznie dla PIS. Aby stała się ta partia opozycją z prawdziwego zdarzenia - to jest taką, że dzisiaj w opozycji, jutro przy władzy - młodzi politycy muszą usunąć z prezesa Kaczyńskiego.
Możliwe, że ze względów wewnątrz PIS, Kaczyński wyostrzył kurs retoryczny. Gdyż w sprawie katastrofy smoleńskiej podłoga może uciec mu spod nóg. Prawdopodobnie przyspieszona zostanie publikacja oficjalnego raportu w sprawie katastrofy. Podejrzewam, że Donald Tusk w jakiś sposób podda go weryfikacji, recenzji ekspertów międzynarodowych. Z raportu z pewnością będzie wynikało, że powodem była próba lądowania, a powinien samolotem odlecieć na lotnisko zapasowe. Tym samym wskazanie, że pilot działał pod presją. Nie trzeba będzie dopowiadać: kto wywierał presję. Podejrzewam, że rząd jest w posiadaniu treści rozmowy przez telefon satelitarny między braćmi Kaczyńskimi na kilkanaście minut przed katastrofą.
Zaprzeczanie oficjalnemu dokumentowi niewiele wniesie. Byłby to tylko zwykły protest w Polsce, a nie na arenie międzynarodowej, z czasem Polacy przyjęliby jego treść do wiadomości.
Do tego Kaczyński dużo więcej wie, niż my i media.
Kaczyński wybrał zatem politykę prewencyjną, wyprzedzającą. Stąd zespół do sprawy "zbrodni" Macierewicza. Wybór języka Kaczyńskiego i innych to retoryka "na zderzenie". Gdy iskrzy, trudno o rozsądek i wszystkie strony popełniają błędy. Sam raport nie będzie już miał takiego znaczenia i będzie przedmiotem wojny polsko-polskiej.
W ten element konfrontacyjny wpisuje się wybór nowych władz PIS. Wszystkich rekomendował Kaczyński, wrócili nieprofesjonalni politycy, a odsunięci zostali młodzi, którzy wyprowadziliby partię na pozycje prawdziwie opozycyjne. W innym układzie personalnym szybciej, niż później, skończyłoby się odsunięciem Kaczyńskiego od prezesowania.
Nowe władze to politycy sprawdzeni w bojach, wiceprezesi: Adam Lipiński - od początku z Kaczyńskim w PC. Zbigniew Ziobro, który wraca do łask. Ziobro znalazł się w niekorzystnej dla siebie sytuacji, ciągną się za nim przesłuchania prokuratorskie związane ze sprawami, gdy był ministrem sprawiedliwości. Sam Ziobro nieobecny medialnie, gdy dostał teraz pod usta mikrofony, nie zawiódł prezesa i stał się bardziej "papieski" niż on sam. Trzecim wiceprezesem została Beata Szydło - drugi, trzeci garnitur - bez znaczenia, jest ona kwiatkiem do kożucha, aby wyglądało na nowe rozdanie.
Na wicemarszałka Sejmu desygnowany został Marek Kuchciński, ktoś w rodzaju Gosiewskiego. Nie potrafi mówić, debatować, niewielkie mający pojęcie o polityce. Od początku przy Kaczyńskim, dyspozycyjny, bo nie ma innego wyjścia, nic nie potrafi, jako fachowiec i człowiek. Na szefa klubu parlamentarnego dostał przydział Mariusz Błaszczak, ktoś o pokroju Ziobry.
Odsunięci od władzy w PIS zostali autorzy sukcesu wyborczego Kaczyńskiego - Joanna Kluzik-Rostkowska, Paweł Poncyliusz, Adam Bielan. Ciekawe, jakie oni dostaną od szefa prerogatywy medialne, przecież będą zapraszani do studiów TV. Z ich ust usłyszmy inną retorykę PIS, niż w tej chwili obowiązującą. Może ich spotkać los Ludwika Dorna. Poncyliusz prawdopodobnie wystartuje na prezydenta Warszawy, kampania przecież go nie powstrzyma od języka koncyliacyjnego. Z tymi ludźmi Kaczyński będzie miał problem.
Teraz w PIS skupią się na "wyprodukowaniu" Białej Księgi o katastrofie smoleńskiej. Jej treść jest bardzo łatwa do przewidzenia. Nie jest do przewidzenia dialektyka na udowodnienie tezy, że była to "zbrodnia". Kaczyński o tę zbrodnie oskarżył Tuska - "nie w sensie prawnym, ale potocznym". Jest to wstęp do obrony katastrofy. PIS utworzyło szańce swojej prawdy o katastrofie i w te okopy zostanie zagnany elektorat ok. 25 % Polaków.
Nic dobrego to nie wróży polskiej polityce. PO powinno w wyborach parlamentarnych iść na całość. Zdobyć kwalifikowaną większość parlamentarną. Przeforsować ustawę o nie finansowaniu partii z budżetu. Aktualnie mamy scenę polityczną zabetonowaną. Dla polskiej polityki potrzeba nowych podmiotów politycznych, jak płucom powietrza. PIS będzie z Kaczyńskim się staczało. Już w tej chwili tak zepsuli przestrzeń polityczną, jak nikt do tej pory.
0 0
Polityków mamy, jakich mamy. Od razu nie zrobi się z nimi porządku i podmieni. Mamy bardzo słabą opozycję. Dla demokracji nie jest to dobra wiadomość. Opozycja na całym świecie mobilizuje, bo "punktuje" rządzących. Weryfikuje ich dokonania, jednak nie w ten sposób, że poddaje czczej krytyce, tylko wskazując alternatywę niegołosłowną.
Polska demokracja jeszcze musi sporo przejść, aby wykreować klasę polityczną z prawdziwego zdarzenia, a elektorat dużo się nauczyć, aby nie reagować na populistyczne hasła i prostackie komunikaty.
Szczególnie nieudaną opozycją jest PIS. Zdaje się, że ta partia skazana jest na wieczną przegraną. Raz udało im się wygrać 2005, kiedy to partia braci Kaczyńskich zastosowała manewr "wymanewrowania" PO z POPIS. "Wmanewrowali" po prostu partię Tuska w liberalizm, wmówili społeczeństwu, że jak ich wybiorą, lodówki będą puste.
Sztab Jarosława Kaczyńskiego zastosował ten sam manewr w kampanii prezydenckiej - manewr a`rebours. Nic z tego nie wyszło. Wobec tego mamy "kwiatki", jakie mamy.
Kaczyński powrócił do swojego charakteru, który polega na niedojrzałości. Mimo sześćdziesięciu lat nie jest to dojrzały człowiek, tak samo prezentuje się, jako polityk. Nie trzeba chyba nikomu przypominać jego stwierdzeń na temat sąsiadów i Polaków. Smutny to obraz polityka, który się wikła we własne kłamstwa i ambicje, które nie predysponują go do żadnych poważnych funkcji w państwie.
Katastrofa smoleńska coraz bardziej obciąża konto braci Kaczyński. Wie o tym bardzo dobrze szef PIS i ucieka się do uderzenia wyprzedzającego.
Słyszymy od niego i członków jego partii wiadomości, że Tusk wyprzedzał go na drodze do Smoleńska. Wiadomość sama w sobie byłaby urocza, gdyby nie śmieszna i uwłaczająca opowiadającemu ją - a uczynił to w wywiadzie prasowym dla "Gazety Polskiej Jarosław Kaczyński.
Z kolei Brudziński - który w swojej partii ma ksywkę: Roch Kowalski - widział ciało Lecha Kaczyńskiego taplające się w ruskim błocie. Co nie ma nic wspólnego z prawdą. To komunikat z jakiegoś kolorowego pisma bulwarowego, albo portalu plotkarskiego.
Ciało prezydenta leżało na noszach, przykryte białym brezentem, a potem znalazło się w rosyjskiej trumnie, a nie "ruskiej" - jak to określił Roch Kowalski z PIS. Nikt przy zdrowych zmysłach nie podróżuje z trumną produkcji made in Poland.
W PIS odczuwają deficyt rozumu, dlatego Polakom serwują takie fatalne emocje.
0 0
Wpisy godne wybitnych felietonistów. Niemniej jednak mam wrażenie, że autorce chodziło bardziej o nasz lokalny grajdołek polityczny, w którym mało polityków, a całe mnóstwo politykierów.
0 0
wiele osób mnie pyta, czy ten tekst jest o obecnym włodarzu naszego miasta, czyżby autorka chciała uderzyć we własnego pracodawcę ???
0 0
pięknie opisała pani cechy swych przełożonych
0 0
na nic ten ptak co w swoje gniazdo sra powiada ludowe przysłowie.
0 0
"PRL budowała hołota dla hołoty". 21 lat po wojnie, w 1966 roku "hołota" miała powody do dumy. Odbudowano Warszawę i większość zniszczeń wojennych. Powstało tysiące zakładów pracy dla "hołoty". Zrealizowano hasło "1000 szkół na tysiąclecie". Kwitła kultura, masowo budowano mieszkania, sportowcy polscy zaliczani byli do czołówka światowej w wielu dyscyplinach. Szewińska, Kulej, Szurkowski, Komar i setki innych "wychowani na occie i musztardzie" dawali sobie radę i zwyciężali z wychowanymi "na szynce i stekach". Po pięciu latach, gdy Rzeczpospolita budowana była przez niehołotę zrealizowano hasła: 5 milionów bezrobotnych na pięciolecie.No 10-tą rocznicę - 500 tysięcy Polaków wyjeżdża "za chlebem", na 15 -lecie zlikwidowano 15 tysięcy przedszkoli, żłobków i szkół, za to wprowadzono katechizację od przedszkola, a opieką kapelańską otoczono całość życia społecznego. Na 20-lecie zlikwidowano "Kolebkę" i pochwalono się realizacją 1 (jednego) z 21"postulatów gdańskich". 20 pozostało na drugie dwudziestolecie. Po 21 latach każdy Polak został zadłużony (bezwiednie) na 27 tysięcy złotych (od noworodka do najstarszego emeryta), cieszy się widokiem wielu supermarketów w każdym większym mieście, cieszy się z mnogości banków, do których nie zagląda, bo to nie do zwiedzania, cieszy się z powtarzanych co 4 lata obietnic. Cieszy się, bo to dzieło nie hołoty, bo to obietnice nie hołoty, cieszy się, bo jest wolny. To jest dorobek RP na 21-lecie. PRL trwała 49 lat. Do możliwości pełnego bilansu PRL-RP pozostało 28 lat. Co dla niehołoty przygotuje jeszcze wolna Najjaśniejsza
0 0
Krótko mówiąc: POLITYK - to osoba, która próbuje realizować potrzeby społeczeństwa. POLITYKIER - to jegomość, realizujący SWOJE potrzeby!!! = BAJERANT
0 0
Streszczajcie się ludzie trochę we swoich komentarzach. Tygodnik i forum, to nie matura.
0 0
Kiedy się Pani Beato pochwali wszystkim,że będzie odznaczona. Odznaczenie będzie przypinał ktoś kogo tak pani krytykuje. czy pani przyjmie od tej osoby odznaczenie. A tak,to mam pytanie czy już pan PWTK wrócił z wysp Brytyjskich, Cz dalej będzie się ukrywał.
0 0
Adolf - do czego pijesz? Daj soją opinię i nie kręć!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu brzeg24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz