Archiwum Kresowe cz. VI – Profesor Weigl i karmiciele wszy

0
fot. MPŚl.

W Muzeum Piastów Śląskich trwają zaawansowane prace nad utworzeniem Archiwum Kresowego. Zbiór jest już ogromny, powiększa się z każdym dniem, między innymi dzięki hojności ofiarodawców. Archiwum będzie bazą, rezerwuarem wystawy stałej oraz wystaw czasowych poświęconych Kresom Południowo-Wschodnim.


Szósta już część cyklu „Archiwum Kresowe”, na łamach naszych mediów, opowie o kilku sprawach ściśle powiązanych ze sobą. Po pierwsze, Mariusz Urbanek i jego książka pt. „Profesor Weigl i karmiciele wszy”. Po drugie, Barbara Raczyńska-Czyżyk, brzeżanka, jedna z bohaterek tej książki. Po trzecie, Władysław Czyżyk, syn Barbary, kustosz i kierownik działu archeologii w MPŚl.. Po czwarte, pamiątka rodzinna, legitymacja Anny Raczyńskiej, starszej siostry Barbary, z 1948 roku, poświadczająca zatrudnienie we lwowskim instytucie, kontynuującym po wojnie dzieło Weigla, a podarowana przez pana Właadysława Archiwum Kresowemu. Po piąte, spotkanie autorskie z Mariuszem Urbankiem, zaplanowane na 10 maja br. o godz. 18, na które już teraz Państwa serdecznie zapraszamy.

Ale po kolei…
Mariusz Urbanek to wybitny, może najwybitniejszy w tej chwili w Polsce, biograf, a trzeba jeszcze pamiętać, że ten nurt literatury jest obecnie bardzo popularny, jak zresztą cała literatura faktu, autorów wielu i nowych przybywa, stąd więc duża konkurencja. Urbanek tworzy w cyklu dwuletnim – co dwa lata wychodzi jego nowa biografia. Pisał już o Bolesławie Wieniawie-Długoszowskim, Jerzym Waldorffie, Julianie Tuwimie, Władysławie Broniewskim, Janie Brzechwie, Stefanie Kisielewskim „Kisielu” i rodzinie Kisielewskich, Kornelu Makuszyńskim, genialnych matematykach lwowskich, z Banachem, Ulamem, Steinhausem i Mazurem na czele. Jest również autorem baśni dla dzieci, wykorzystujących wrocławskie i dolnośląskie legendy z różnych okresów historii tego regionu. Ostatnią książką wrocławianina jest wydany w zeszłym roku „Profesor Weigl i karmiciele wszy”.

Rudolf Weigl był sławnym na cały świat już przed wojną uczonym ze Lwowa, który wynalazł i przez wiele lat produkował szczepionkę przeciwko tyfusowi plamistemu, śmiertelnej chorobie, która dziesiątkowała ludność w różnych regionach globu, zwłaszcza w czasach wojen i postępującej ich śladem biedy. Szczepionka wynaleziona przez Weigla była skuteczna i uratowała wiele milionów istnień ludzkich: w Europie, Afryce i Azji. Wielką niesprawiedliwością było nieprzyznanie mu Nagrody Nobla, mimo że przez wiele lat regularnie był do niej nominowany. Książka ukazuje go nie tylko jako heroicznego uczonego, narażającego swoje życie dla nauki i postępu medycyny, ale również jako wielkiego polskiego patriotę, w którego żyłach nie płynęła ani jedna kropla polskiej krwi – matka i ojciec Weigla byli Austriakami. Jego polskość była kwestią wyboru i lojalności, a przy tym kolejnym dowodem, że naród jest przede wszystkim wspólnotą kultury, historii, wyznawanych wartości, w o wiele zaś mniejszym stopniu – natury, więzów krwi. Weigl dochował wierności Polsce, mimo że był kuszony przez Niemców, po zajęciu przez nich Lwowa, że jeśli podpisze reichslistę, czeka go jeszcze większa kariera, profesura w Berlinie i Nagroda Nobla – o co Niemcy mieli się wystarać, wykorzystując swoje wpływy i naciski w Sztokholmie. Oparł się tym pokusom, ale także groźbom – grożono mu, że może go spotkać los profesorów uczelni lwowskich, zamordowanych na Wzgórzach Wuleckich w 1941 roku. Hitlerowcy nie spełnili groźby i prawdopodobnie nigdy nie mieli takiego zamiaru – polski uczony był im potrzebny. Potrzebna im była jego szczepionka. Jedyne, na co Weigl się zgodził, to nadal być kierownikiem swego Instytutu i pod okiem Niemców kontynuować w nim pracę, która była sensem jego życia. Podobnym intratnym pokusom opierał się ze strony Sowietów, za ich pierwszej i drugiej okupacji, i tylko na jedno się godził – udoskonalanie i produkcję szczepionki, dla ratowania życia ludzkiego, bez względu na narodowość, kolor skóry, wyznawaną religię czy światopogląd.

Obok głównego, indywidualnego bohatera, zbiorowym bohaterem najnowszej książki Mariusza Urbanka są również tytułowi „karmiciele wszy”, osoby zatrudniane w Instytucie Weigla. Wszy roznosiły chorobę. I z nich również pozyskiwano szczepionkę. Aby tak się stało, trzeba je było utrzymać przy życiu karmiąc własną krwią. Karmiono wszy zdrowe, a następnie zarażone riketsjami, aby po inkubacji, z ich wypreparowanych i zmiażdżonych przewodów pokarmowych uzyskać zawiesinę, z której odwirowywano nadającą się do zaaplikowania szczepionkę, niemal w stu procentach uodparniającą na tyfus, a w przypadku zarażenia zapobiegającą śmierci. Karmicielami wszy bywali również sam Weigl, jego żona oraz syn, a także inni pracownicy: kadra naukowa, preparatorzy, strzykacze, laboranci. Zapotrzebowanie na szczepionkę było ogromne. Praca u Weigla, choć niebezpieczna, była pożądana. Nie tylko ze względu na skromną, ale nie do pogardzenia, zapłatę i niewielki przydział żywności. Przede wszystkim z uwagi na ochronę przed terrorem, jaką dawała. Dlatego nie było łatwo ją dostać. Trzeba było mieć znajomości, rekomendację. Niemiecki ausweis z „gapą” to była polisa na życie, chroniła przed łapanką, aresztowaniem, wywózką na roboty do Niemiec. Podobnie było z sowieckim dokumentem uprawniającym do wstępu do instytutu Weigla. Obu okupantom zależało na szczepionce, więc instytut Weigla i jego pracownicy byli pod specjalnym nadzorem, ale i ochroną. Absurdalne były późniejsze zarzuty o kolaborację kierowane pod adresem Weigla (choć nigdy oficjalnie). Co prawda szczepionki były produkowane na potrzeby armii niemieckiej, ale również przemycane były dla Armii Krajowej i do getta. Jako karmicieli wszy i laborantów Weigl zatrudniał przedstawicieli polskiej inteligencji, profesorów, naukowców, literatów, artystów, a więc elitę narodu, szczególnie zagrożoną ze strony okupantów, dążących do wyniszczenia najwartościowszej tkanki narodu, zapewniając im bezpieczeństwo oraz minimalne środki do życia. Jednym z karmicieli był np. Zbigniew Herbert.

Jedną z karmicielek zaś, nad której losem pochyla się w swojej książce Mariusz Urbanek, była także Barbara Raczyńska-Czyżyk, mama naszego archeologa, Władysława Czyżyka. Trafiła do Instytutu Weigla jako szesnastoletnia dziewczyna. Jej ojciec, starosta powiatu horochowskiego, został zamordowany przez Sowietów. O swoich przeżyciach z tego okresu, a także dalszych losach (Barbara za działalność konspiracyjną została zesłana do łagru na Uralu) pisze w pamiętniku (dostępnym w Internecie na: http://aulich.pl/index.php/pamietnik-basi). I z tego źródła również czerpał przy tworzeniu książki o Weiglu Mariusz Urbanek. Jak już wspomnieliśmy, w zbiorach Archiwum Kresowego posiadamy legitymację Anny, starszej siostry Barbary, z 1948 roku, która to legitymacja (laborantki) była przepustką do lwowskiego Instytutu, a poza jego murami – gwarantem bezpieczeństwa.

Przypomnijmy, że wszyscy, którzy chcieliby przekazać Archiwum Kresowemu pamiątki związane z Kresami Wschodnimi i historią przesiedlenia, mogą kontaktować się z pracownikami Muzeum Piastów Śląskich: Małgorzatą Młynarską (tel. 77 416 32 57 wew. 106) i Teresą Piasecką (tel. 77 416 32 57 wew. 118).