W Brzegu znów próbuje się zrobić z mieszkańców bankomat. Burmistrz Jaskólska Palus po raz kolejny wraca z podwyżką podatków od nieruchomości, a jej najnowszy manewr to tak zwana obniżka podwyżki, czyli polityczna sztuczka, która ma uśpić czujność radnych i uspokoić opinię publiczną. Najpierw straszenie katastrofą budżetową i koniecznością natychmiastowego sięgania do kieszeni ludzi, potem nagłe złagodzenie i podanie mniejszych liczb. Problem w tym, że to wciąż ta sama podwyżka, a miasto nadal nie widzi realnych oszczędności i strategii, która mogłaby przerwać spiralę kolejnych opłat.
W Brzegu znów to samo. Burmistrz Wioletta Jaskólska Palus po raz kolejny próbuje sięgnąć do kieszeni mieszkańców, żeby łatać skutki własnego kiepskiego zarządzania budżetem i obietnic bez pokrycia. Najpierw głośne alarmy, że finanse miasta runą, że budżet się nie spina, że bez natychmiastowej podwyżki miasto czeka katastrofa. Gdy radni nie kupują tej narracji, pojawia się jej ulubiona polityczna sztuczka, obniżka podwyżki. Ton nagle łagodnieje, liczby się zmniejszają, a władza liczy, że radni w końcu machną ręką i zagłosują.
Tylko że Brzeg to nie kabaret. To nie przedszkole i nie piaskownica. To urząd, który dysponuje setkami milionów złotych publicznych pieniędzy i w którym decyzje mają realny wpływ na portfele mieszkańców.
Burmistrz Jaskólska Palus już w październiku chciała podnieść podatki od nieruchomości średnio o 20 procent. Radni odrzucili projekt, bo oczekiwali realnej wizji finansowej, konkretnych oszczędności i planu restrukturyzacji miasta, zamiast mechanicznego sięgania po pieniądze mieszkańców. W listopadzie burmistrz złożyła ten sam projekt jeszcze raz. A dwa dni przed sesją wydarzył się cud księgowy, pojawiła się obniżka podwyżki. Zamiast 20 procent ma być nieco ponad 10. A zamiast 3,7 miliona wpływów nagle tylko 1,8 miliona.
To wygląda jak próba rozegrania radnych. Najpierw groźna wersja, żeby przestraszyć, potem łagodniejsza, żeby łatwiej przeszło.
Na październikowej sesji burmistrz Jaskólska-Palus ogłosiła, że z powodu rosnących kosztów energii, wynagrodzeń i administracji konieczne są natychmiastowe podwyżki podatków. Stawki miały wzrosnąć o 20 procent, a z budżetu miasta płynął jasny przekaz, że bez tych pieniędzy Brzeg nie utrzyma podstawowych usług. Podwyżka miała dać 3,7 miliona złotych. Mieszkańcy mieli zapłacić więcej za domy, mieszkania, garaże i lokale użytkowe. Przedsiębiorcy nawet kilka tysięcy złotych rocznie.
To miała być kolejna fioletowa podwyżka w stylu obecnej burmistrz. Zamiast reformowania urzędu, szukania oszczędności i analizy wydatków, najłatwiejsze rozwiązanie czyli sięgnąć do kieszeni mieszkańców.
Na dwa dni przed listopadową sesją urząd nagle odkrył, że jednak nie trzeba aż 3,7 miliona. Wystarczy 1,8 miliona. I że nie trzeba aż 20 procent. Wystarczy nieco ponad 10. Co takiego wydarzyło się w ciągu trzech tygodni, że potrzeby miasta zmalały prawie o połowę. Zaoszczędzono miliony złotych. Zmieniły się stawki energii. Ograniczono zatrudnienie. Odpowiedź jest oczywista, nie zmieniło się nic. Zmieniły się tylko argumenty polityczne.
Magistrat przygotował dwa różne uzasadnienia podwyżek podatków od nieruchomości i choć dotyczą tej samej uchwały, różnią się znacząco. W październikowej wersji urząd wskazuje konkretne kategorie wydatków gminy i podaje jasno, że podwyżka ma przynieść 3,7 miliona złotych dodatkowych dochodów. W listopadowym uzasadnieniu ton jest zupełnie inny. Znikają szczegóły dotyczące kosztów bieżących, pojawiają się ogólne sformułowania o wzroście cen energii i potrzebie zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańcom. Największa zmiana dotyczy jednak finansów. Nagle ta sama podwyżka ma dać już tylko 1,8 miliona złotych. Ta rozbieżność, bliska dwóch milionów złotych, nie została w żaden sposób wyjaśniona, mimo że oba dokumenty dotyczą tych samych stawek podatków i tego samego roku podatkowego. Wcześniej musiały być wyższe o 20 procent, a teraz już nie? Dlaczego? Tego już w uzasadnieniu nie ma...
Od początku tej kadencji Brzeg nie widział ani jednego poważnego programu oszczędnościowego. Nie ma audytów, nie ma strategii restrukturyzacji. Są za to kolejne podwyżki śmieci, czynszów i teraz podatków od nieruchomości. Wszystko zasłaniane opowieścią o rosnących kosztach. Tyle że rosnące koszty odczuwa każde miasto, nie każde jednak reaguje sięgając do kieszeni mieszkańców.
Brzeg potrzebuje gospodarza, a nie poborcy. Potrzebuje wizji, a nie panicznych ruchów i gry na emocjach. Potrzebuje stabilności, a nie teatralnych alarmów, że miasto upadnie, jeśli nie podniesiemy podatków jeszcze raz.
Obniżka podwyżki to nie sukces, tylko polityczny zabieg. Burmistrz Jaskólska Palus po raz kolejny pokazuje, że nie radzi sobie z finansami miasta i że najłatwiejszą dla niej metodą rządzenia jest przerzucanie kosztów na mieszkańców.
Brzeg zasługuje na coś więcej niż powtarzany co miesiąc schemat, najpierw strach, potem korekta, potem głosowanie. Zasługuje na rzetelną politykę finansową bez trików i księgowych sztuczek. Poniżej oba projekty uchwał z "uzasadnieniami". Październikowy i ostatni.
Wszystko w rękach radnych. Decyzję podejmą na jutrzejszej sesji 27 listopada.




0 0
Nic tylko zdzierać z mieszkańców i przedsiębiorców. Dużo przedsiębiorców próbuje obniżyć koszty żeby przetrwać a tu trzeba im dowalić tylko po co?.
0 0
Bez komentarz ta Pani to się nadaje zarządzić w przedszkolu jaka zupkę dzisiaj dzieci zjedzą a nie kierować miastem jakby nie ludzie co się znają na zarządzaniu miasta to bidna by się poddała masakra
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu brzeg24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz