Mieszkańcy kamienic przy ulicy Staromiejskiej 4, 5 i 6 w Brzegu twierdzą, że przez organizację ruchu i urzędnicze decyzje zostali praktycznie odcięci od własnych domów. Nie mogą legalnie podjechać pod kamienice, by wypakować zakupy, wnieść meble, dowieźć starszą osobę czy odebrać chorego członka rodziny. Za próbę normalnego funkcjonowania mają dostawać mandaty i punkty karne. Jeden z mieszkańców miał nawet stracić prawo jazdy, a inny przez kilka miesięcy nie wiedział, że formalnie nie ma już uprawnień do kierowania pojazdami. Sprawa trafiła już do wojewody opolskiego, a radny Tomasz Kubiak przekonuje, że cały konflikt można zakończyć jedną decyzją starosty Jacka Monkiewicza.
To historia, która dla wielu mieszkańców brzmi jak urzędniczy absurd albo scena rodem z filmu mistrza polskiej komedii Stanisława Bareji. W samym centrum Brzegu, przy ulicy Staromiejskiej 4, 5 i 6, mieszkańcy od miesięcy walczą o możliwość normalnego dojazdu do swoich nieruchomości. Jak podkreślają, przez obecne przepisy i organizację ruchu ich kamienice stały się praktycznie odciętą enklawą, do której legalny dostęp samochodem stał się niemal niemożliwy. Problem dotyczy znaku B-1, czyli zakazu ruchu w obu kierunkach, ustawionego przy skrzyżowaniu ulic Staromiejskiej i Długiej. W praktyce oznacza to, że mieszkańcy nie mogą zgodnie z przepisami podjechać pod własne kamienice nawet na kilka minut. Nie chodzi o parkowanie na cały dzień. Mieszkańcy mówią o zwykłych codziennych sytuacjach, wypakowaniu zakupów, wniesieniu pralki, mebli, telewizora czy pomocy starszym osobom. Jak podkreślają, jeszcze kilka lat temu normalnie funkcjonowali i mogli dojeżdżać pod swoje domy bez obawy, że ktoś zrobi zdjęcie ich samochodu i zgłosi sprawę straży miejskiej.
Dziś, według relacji mieszkańców, wygląda to zupełnie inaczej. W oficjalnym piśmie skierowanym do Komisji ds. Organizacji Ruchu Drogowego przy Staroście Brzeskim mieszkańcy napisali wprost, że żyją pod ciągłą presją. Jak twierdzą, jedna z osób mieszkających w okolicy regularnie fotografuje pojazdy pojawiające się przy kamienicach, a następnie przekazuje zdjęcia straży miejskiej i policji.
Mieszkańcy opisują sytuacje, w których mandaty przychodziły nawet po kilku miesiącach, czasem po dwa jednocześnie. W praktyce oznaczało to nagłe naliczanie dużej liczby punktów karnych.
Jeden z mieszkańców miał stracić przez to prawo jazdy. Jeszcze bardziej szokująca ma być jednak historia kolejnego mieszkańca, który przez około siedem miesięcy nie wiedział, że formalnie utracił uprawnienia do kierowania pojazdami. Jak relacjonują mieszkańcy, dopiero po tym czasie otrzymał oficjalne pismo.
To rodzi kolejne pytania. Co stałoby się, gdyby w tym czasie uczestniczył w poważnym wypadku? Jak wyglądałaby wtedy odpowiedzialność prawna i ubezpieczeniowa?
Mieszkańcy podkreślają, że problem nie dotyczy jedynie ich wygody. Chodzi również o osoby starsze i schorowane, które często mają trudności z poruszaniem się.
Podobny problem mają także taksówkarze. Przy obecnych przepisach nie mogą legalnie podjechać pod kamienice, by przywieźć klienta, odebrać pasażera czy pomóc starszej albo schorowanej osobie wysiąść tuż przy wejściu do budynku. Interpelację w ich imieniu złożył radny Tomasz Kubiak. Wskazywał, że obecne przepisy utrudniają wykonywanie usług TAXI, szczególnie w przypadku klientów starszych, schorowanych czy z niepełnosprawnościami, którzy wymagają podwiezienia pod samą kamienicę.
Radny proponował rozszerzenie katalogu wyjątków pod znakiem B-1 o pojazdy TAXI. W odpowiedzi burmistrz Brzegu Violetta Jaskólska-Palus poinformowała jedynie, że sprawa została przekazana do Komisji ds. Organizacji Ruchu Drogowego przy starostwie.
Samo starostwo pozostaje jednak nieugięte. Starosta Jacek Monkiewicza wskazuje, że znak B-1 służy ograniczeniu ruchu pojazdów, a dalsze rozszerzanie wyjątków byłoby sprzeczne z ideą jego stosowania. Dodano również, że jest to strefa zamieszkania, gdzie obowiązują szczególne zasady ruchu drogowego.
Mieszkańcy odpowiadają jednak prostym pytaniem. Skoro kilka ulic dalej możliwe było zastosowanie wyjątków dla konkretnych posesji i mieszkańców, dlaczego tutaj konsekwentnie się tego odmawia?
W swojej korespondencji wskazują, że podobne rozwiązania funkcjonują już między innymi w rejonie ulicy Kościelnej i części podwórek w tej samej strefie zamieszkania.
Ich zdaniem wystarczyłoby zastosować identyczną tabliczkę „nie dotyczy mieszkańców” i wymienić ich adres, by zakończyć wielomiesięczny konflikt i przywrócić ludziom możliwość normalnego funkcjonowania.
Radny Tomasz Kubiak podkreśla, że cały konflikt można zakończyć bardzo prostą decyzją administracyjną. Jego zdaniem wystarczyłoby rozszerzyć wyjątki pod znakiem zakazu ruchu i dopuścić możliwość dojazdu mieszkańców do kamienic przy ulicy Staromiejskiej 4-6. Jak zaznacza, podobne rozwiązania funkcjonują już w tej samej części miasta, dlatego niezrozumiały jest dla niego brak zgody na identyczny wyjątek w tym miejscu. Według radnego sprawę można rozwiązać jedną decyzją starosty Jacka Monkiewicza.
– Odpowiedzi starosty na pisma mieszkańców są dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Tym bardziej, że rozwiązanie tego problemu wydaje się naprawdę bardzo proste i można je wprowadzić jedną decyzją Starosty Jacka Monkiewicza. Skoro przy pierwszym znaku, przy wjeździe w ulicę Staromiejską od strony Rynku, zastosowano tabliczkę z wyjątkami, to trudno zrozumieć, dlaczego identycznego rozwiązania nie można zastosować przy drugim znaku, na skrzyżowaniu ulic Kościelnej i Staromiejskiej. Dziś efekty są absurdalne, bo mieszkańcy trzech kamienic zostali praktycznie odcięci od możliwości legalnego dojazdu pod własne domy. Dla mnie to sytuacja wręcz kuriozalna. Samorząd i urzędy powinny pomagać mieszkańcom w codziennym życiu, a nie tworzyć przepisy, które utrudniają zwykłe funkcjonowanie, przewiezienie zakupów czy podwiezienie starszej osoby pod klatkę – mówi Kubiak.
Sprawa nabrała jeszcze większego rozgłosu po jednej z sesji rady miejskiej. Jak relacjonują mieszkańcy, komendant straży miejskiej miał zasugerować, że jeśli chcą wnieść cięższe rzeczy albo wykonać rozładunek, powinni wcześniej zgłaszać to strażnikom. Wtedy funkcjonariusze mieliby odstępować od karania.
– Mam momentami wrażenie, że żyjemy w jakimś filmie Barei, tylko że dla nas to nie jest komedia, ale codzienny problem. Dochodzimy już do absurdalnej sytuacji, w której mieszkańcy słyszą, że jeśli chcą wnieść lodówkę, pralkę albo cięższe zakupy do własnego mieszkania, to wcześniej powinni zgłosić to straży miejskiej, żeby później nie dostać mandatu. Przecież to brzmi niewiarygodnie. Chcemy tylko normalnie funkcjonować, podjechać na chwilę pod własny dom, pomóc starszej osobie wysiąść z samochodu czy wnieść sprzęt do mieszkania. Zamiast tego żyjemy w stresie, że ktoś zrobi zdjęcie auta i za kilka miesięcy przyjdą kolejne mandaty oraz punkty karne – mówi jeden z mieszkańców ulicy Staromiejskiej.
Dla wielu mieszkańców taka propozycja brzmi jednak jak symbol całego problemu.
Bo zamiast normalnie podjechać pod własny dom i wypakować zakupy, muszą wcześniej informować służby, że planują wnieść lodówkę albo pomóc starszej matce wysiąść z samochodu.
Mieszkańcy zdecydowali się więc skierować sprawę do wojewody opolskiego. W obszernej skardze zarzucają, że obecna organizacja ruchu może prowadzić do faktycznego pozbawienia dostępu do nieruchomości. Wskazują również, że od strony ulicy Władysława Jagiełły alternatywna droga została zablokowana łańcuchami. W praktyce oznacza to, że legalny dojazd do części nieruchomości może być całkowicie niemożliwy.
W piśmie do wojewody mieszkańcy pytają między innymi:
• dlaczego dla części posesji przewidziano wyjątki, a dla ich nieruchomości już nie,
• na jakiej podstawie zablokowano alternatywny dojazd,
• oraz czy obecna organizacja ruchu nie narusza konstytucyjnej zasady równego traktowania.
Sprawa, która początkowo wydawała się lokalnym konfliktem o znak drogowy, zaczyna więc przeradzać się w poważny spór o prawa mieszkańców, granice urzędniczych decyzji i zwykłą ludzką normalność.

Na jednym skrzyżowaniu wyjątki od zakazu są możliwe, na drugim już nie. Mieszkańcy mówią o „powiatowej logice” starosty Jacka Monkiewicza i pytają, dlaczego jedni mogą legalnie dojechać pod swoje domy, a inni od miesięcy walczą z absurdalnymi ograniczeniami.

Zrzut ekranu z geoportalu. Na czerwono zaznaczono odcinki ulic Staromiejskiej i Długiej objęte zakazem ruchu, który według mieszkańców od miesięcy utrudnia im normalny dojazd do własnych nieruchomości.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu brzeg24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz