W Grodkowie zamiast odpowiedzi na pytania o krzywdę dziecka pojawiło się polowanie na „kreta”. Gdy sprawa wymagała jasnego stanowiska, zapadła cisza. Gdy opisano niewygodne pytanie radnego, wybuchła burza.
Są w lokalnej polityce takie momenty, kiedy maski spadają szybciej niż lajki na Facebooku. Nagle okazuje się, że za uśmiechem z profilu, za koszulką z napisem „I love Grodków”, za kolejnym zdjęciem z przeszłości kryje się coś znacznie mniej wygodnego niż nostalgia. Kryje się milczenie.
Radny Marek Kwiatkowski od lat prowadzi swój internetowy pamiętnik pod szyldem „Kocham Grodków”. Trzeba przyznać, robi to konsekwentnie. Archiwalne fotografie, wspomnienia, plakaty, sentyment. Do tego obowiązkowo on sam, w różnych odsłonach, czasem bardzo swobodnych. Momentami wygląda to narcystycznie, ale cel jest czytelny. Budowanie rozpoznawalności, emocji i poparcia. Polityka w czystej postaci, tylko opakowana w lokalny album wspomnień.
Problem zaczyna się tam, gdzie kończą się zdjęcia, a zaczyna rzeczywistość.
Bo kiedy w Grodkowie wybucha jeden z najpoważniejszych od lat skandali związanych z krzywdą dziecka, na tym samym profilu zapada cisza. Ani słowa. Ani jednego wpisu. Ani próby zmierzenia się z tematem. Jakby sprawy nie było. Jakby nie dotyczyła miasta, które tak chętnie pojawia się w podpisach pod zdjęciami.
Za to pojawiło się wielkie poruszenie w mediach społecznościowych, napędzane przez radnych tzw. Forum. Według nich ktoś wyniósł informacje z komisji. Pojawił się „kret”. Trzeba go znaleźć. To ma być największy problem.
Radny Marek Kwiatkowski ogłosił na sesji rezygnację z Komisji Skarg, Wniosków i Petycji nie dlatego, że wydarzyło się coś nowego w sprawie dziecka, lecz dlatego, że opisaliśmy pytanie, które padło podczas utajnionej części obrad. Pytanie, które skierował do matki skrzywdzonego chłopca. Czy nie rozważa przeniesienia go do innej szkoły po tym, co zrobiło mu trzech rówieśników.
Radny uznał, że skoro część obrad była niejawna, nie wolno ujawniać, jakie pytania padają. Uznał też, że ktoś „doniósł”, więc trzeba znaleźć winnego. W jego narracji oraz jego kolegów z Klubu Forum (czyli: Pawła Bireckiego, Dariusza Gajewskiego, Dariusza Galusa, Ryszarda Jończyka, Lidi Kanaś, Moniki Kondysiak, Karoliny Rudnickiej), pojawił się „kret”, którego należy wytropić.
Po pierwsze, obrady zostały częściowo utajnione po to, by nie ujawniać wrażliwych danych i szczegółów dotyczących sprawy dziecka. Nie po to, by chronić pytania radnych, zwłaszcza te, które budzą sprzeciw i zażenowanie. Informowanie o nich jest obowiązkiem mediów.
Po drugie, co zrobiłby Marek Kwiatkowski i reszta jego „bandy” czyli radni tzw. Forum, gdybyśmy powiedzieli wprost, że informacja o tym pytaniu pochodzi od matki pokrzywdzonego chłopca lub jej rodziny? Czy Marek Kwiatkowski, radna Kondysiak i Rudnicka, oraz radni Birecki i Jończyk oraz pozostali członkowie tzw. Forum nazywaliby matkę skrzywdzonego chłopca lub jej rodzinę „kretem” lub „kretami”? Poszukiwania trwałyby dalej, tylko z jeszcze większą determinacją? Czy dalej obiecywaliby nagrodę?
Ucieczka od sedna sprawy. Zamiast zmierzyć się z własnymi słowami, łatwiej szukać winnych wokół. Zamiast przeprosić za pytanie, które nigdy nie powinno paść, powstaje medialny teatr. Bo to właśnie to pytanie jest tutaj kluczowe. Pytanie, które brzmi jak odwrócenie ról. Zamiast rozliczenia sprawców pojawia się sugestia, by to ofiara ustąpiła. Zamiast ochrony mamy wycofanie. Zamiast odpowiedzialności wygodne przesunięcie problemu.
I to jest prawdziwy skandal. Nie publikacja. Nie portal. Nie anonimowy radny. Tylko sposób myślenia, który za tym stoi.
Dziś radni skupieni wokół Klubu Forum, czyli: Paweł Birecki, Dariusz Gajewski, Dariusz Galus, Ryszard Jończyk, Lidia Kanaś, Monika Kondysiak, Marek Kwiatkowski, Karolina Rudnicka, alarmują o naruszeniu zasad. Padają sugestie o pieniądzach za informacje. Brzmią poważnie, ale nie są poparte dowodami. Jednocześnie przez miesiące brakowało wspólnego głosu potępienia wobec sprawy, która powinna poruszyć każdego.
Łatwo mówić o etyce, gdy chodzi o przeciek. Trudniej stanąć po stronie słabszego. Łatwo tropić „kreta”. Trudniej przyznać, że coś poszło bardzo nie tak.
Radny Marek Kwiatkowski mówi o zaufaniu i obawie przed publikacjami. To zrozumiałe. Tylko że zaufanie buduje się reakcją, nie milczeniem.
Mieszkańcy widzą więcej, niż się wydaje. Widzą, kto mówi, a kto milczy. Widzą, kto szuka winnych, a kto unika odpowiedzialności.
I prędzej czy później rozliczą jedno i drugie.
Na koniec jeszcze jedno pytanie. Czy radny Marek Kwiatkowski powinien rezygnować tylko z członkostwa w komisji, czy raczej z mandatu radnego. I czy jego koledzy oraz koleżanki z tak zwanego Forum nie powinni zadać sobie tego samego pytania.
Poniżej pełna wypowiedź radnego Marka Kwiatkowskiego na sesji dotycząca rezygnacji z komisji
Panie Przewodniczący, Panie burmistrzu, szanowni radni w związku z tym, że ten konkretny projekt uchwały dotyczy mojej osoby chciałem no pewne rzeczy tu wyjaśnić. Dlaczego w ogóle złożyłem rezygnację z członkostwa w tej komisji. Otóż na jednej z ostatnich komisji odbytej w dniu jedenastego marca część tej komisji tych obrad była utajniona. To się zdarza niezwykle rzadko i naprawdę muszą zajść jakieś bardzo ważne przesłanki, żeby taką komisję utajnić. Ja osobiście nie pamiętam takiego przypadku przez ostatnie dziesięć lat, ale tutaj zaistniały takie przesłanki więc pani przewodnicząca poprosiła o wyłączenie urządzeń, które nagrywają wideo i dźwięk. Również to zrobiła pani Ania z biura rady no i przystąpiliśmy do obrad. Nikt wtedy jeszcze nie przypuszczał, że jeszcze należy poinformować radnych, żeby informacje, które będą uzyskane na tej komisji były przekazywane gdzieś dalej. No to było oczywiste, ale okazało się jednak, że nie dla wszystkich było to oczywiste, bo już parę dni później materiały z tej właśnie komisji zostały opublikowane w jednym z portali internetowych, a konkretnie na stronie brzeg24.pl. Zostałem tam wymieniony z imienia i nazwiska oraz ujawniono treść ujawniono treści, które tam rzekomo wypowiedziałem. No wydarzyła się rzecz dla mnie skandaliczna, nieakceptowalna i z tego powodu właśnie złożyłem tą rezygnację. Nie mogę uczestniczyć w pracach komisji wiedząc, że jeden z jej członków pani radna albo pan radny przekazuję informację na zewnątrz i to jeszcze do prasy. Mam nadzieję, że państwo też się orientują, że media często płacą za takie informacje i to niemało. Więc nie wykluczam, że ten ktoś to robi po prostu dla pieniędzy pobiera pieniądze i wynosi informacje z takich właśnie obrad, które są objęte klauzulą niejawności. Jest dla mnie wielką tajemnicą kto to może być to nie wiem kto jest tą osobą mogę wycofać tą to pismo o wykreślenie mnie z członków tej komisji. Mogę wrócić do tej komisji, a nawet nie muszę wracać, bo ja jeszcze do momentu podjęcia uchwały jestem dalej tym członkiem tej komisji przeczytałem, że tam wielu miejscach, że komisja w pełnym ośmioosobowym składzie ustaliła to i to. Nieprawda komisja ma skład dziewięcioosobowy a nie ośmioosobowy także ja chętnie wrócę do tej komisji, jeżeli ten ktoś kto wynosi te wiadomości prawdopodobnie jeszcze pobierając pieniądze za to stanie powie, że to on. Przeprosi przed oczywiście głosowaniem tej ufały i będzie wszystko w porządku. Ja rozumiem kogoś poniosło gdzieś ktoś wyniósł coś co nie trzeba i tyle. Także jeżeli ktoś wstanie powie, że to on tak zarabia na życie no to ja wracam do tej komisji z powrotem i nie ma sprawy ale na aktualnym etapie nie wyobrażam sobie bo już zawsze bym się zastanawiał przy omawianiu jakiejś ważnej sprawy delikatnej jakiejś właśnie objętej taką klauzulą niejawności czy ja mam zadać jakieś pytanie czy być dociekliwy czy za chwilę przeczytam o sobie różne dziwne rzeczy w gazecie więc praca w takiej komisji jest niemożliwa dla mnie osobiście dziękuję
Fragment naszego tekstu o którym mówi Marek Kwiatkowski:
Pytanie radnego, które brzmi jak odwrócenie ról
Do tego dochodzi jeszcze jeden wątek, wyjątkowo trudny do przyjęcia. Podczas niejawnego posiedzenia komisji jeden z radnych – Marek Kwiatkowski - miał zapytać matkę CHŁOPCA, czy nie myślała o zmianie szkoły dla skrzywdzonego chłopca.
To pytanie brzmi jak jawne odwrócenie ról.
Zamiast pytać, co zrobić ze sprawcami, pojawia się sugestia, by to ofiara ustąpiła. Zamiast realnej ochrony dziecka mamy rozwiązanie, które przerzuca ciężar na rodzinę pokrzywdzonego.
Takie potraktowanie sprawy można odebrać jako szydercze wobec ofiary i kompletnie niezrozumiałe z punktu widzenia elementarnego poczucia sprawiedliwości.
fot. Radni Forum/facebook


Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu brzeg24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz