To kolejny felieton Lilii Gebauer, w którym autorka przygląda się problemom dobrze znanym mieszkańcom, choć często pomijanym w oficjalnych decyzjach. Tym razem na warsztat bierze ławki, zwykły element miejskiej przestrzeni, który w praktyce okazuje się symbolem nietrafionych pomysłów i zaskakujących wydatków. Od kosztownych realizacji w innych miastach po lokalne absurdy, autorka pokazuje, jak łatwo zgubić zdrowy rozsądek tam, gdzie chodzi o podstawowe potrzeby ludzi.
Ławka to długie siedzisko wykonane z drewna, metalu lub betonu, przeznaczone dla kilku osób. Stanowi element użytkowy małej architektury w parkach, na przystankach i ulicach, służy do odpoczynku, jest tradycyjnym miejscem spotkań w parkach, ogrodach i skwerach. Istnieją także na peronach, przy osiedlowych alejkach.
Taka mała rzecz, wydawałoby się prozaiczna, a rodzi mnóstwo pomysłów, budzi inwencję twórczą, kontrowersje i kosztuje niemało. Zacznijmy od miasta Kraka. Tamtejszy Plac Axentowicza wyposażono w 11 ławek za jedyne 1,2 mln złotych polskich, czyli jedna kosztowała około 230 tys. zł. Wykonano je z egzotycznego drewna, pochodzącego z Afryki, pozyskiwanego z Kamerunu, Ugandy, Wybrzeża Kości Słoniowej. Niestety, czego nie przewidziano, owe drewno szybko niszczeje w naszym klimacie, sorry, mamy taki klimat. Tak, ale może to było chwalebnym aktem wspierania afrykańskiej gospodarki, bo na pewno nie naszej, polskiej. Już Stańczyk, inteligentny błazen królewski (1480–1560), za ostatnich Jagiellonów przestrzegał, że „marnotrawstwo publicznych funduszy to zdrada patriotyzmu i prosta droga do upadku”. Ale co tam, to był XVI wiek, a my żyjemy przecież w XXI wieku! Nazwa tych afrykańskich drzew to iroko, ładna, ale już ławeczki z niego wykonane to już nie bardzo.
Warszawa natomiast dzięki Rafałowi Trzaskowskiemu chlubi się ławkami nie do siedzenia, a do odpoczynku na stojąco, tzw. spocznikami. Ciekawe, kto doznaje ulgi dla zmęczonych stóp przy tych spocznikach, bo na pewno nie pomysłodawca ani pan Trzaskowski.
Rzućmy okiem na niedaleką Oławę. Zyskała rozgłos dzięki ławce w kształcie wielkiej cembrowiny od studni, leżącej na boku, za 120 000 zł. Usiąść w tej konstrukcji trochę niewygodnie, trzeba byłoby raczej przybrać pozycję embrionalną, ale twardo, hmm. To chilloławka, chillout, wyluzowanie, z której nie można korzystać, choć miała być nowym miejscem relaksu i estetycznej przestrzeni przy stawie. Ta osobliwość oławska za 120 000 zł to może po prostu dzieło futurystyczne, którego nie docenia zwykły obywatel? Futuryzm zaistniał w 1909 r. we Włoszech i Rosji jako awangardowy kierunek w literaturze i sztuce, głoszący całkowite zerwanie z tradycją, kulturą przeszłości. Skupiał się na nowoczesności techniki, maszyn, dynamizmie wielkomiejskiego życia, buncie. W Polsce też można ten nurt kontynuować, czemu nie? Zwłaszcza że pomysłodawca czerpie satysfakcję, wykonawca zarabia krocie, a kto płaci? My!!!
Brzeg również okrywa się chwałą. Wystarczy odwiedzić teren przystani i cóż zobaczymy? W styczniu br. została tu wyznaczona Strefa Relaksu Marina. Zamontowano ławki, leżaki, kto wie, może z drewna iroko, a może sandałowego, hamaki, huśtawkę za jedyne 84 000 zł. Po niedługim czasie wszystkie urządzenia zdemontowano. Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji poinformował, że będzie można korzystać z nich dopiero wtedy, kiedy „zima odpuści”. Zima już dawno „odpuściła”, a po urządzeniach pozostały tylko małe, cementowe kręgi. Ależ nie, może te ławki są, tylko my ich nie widzimy, bo takie niewidzialne, ławki niewidki! Widoczne tylko dla wtajemniczonych, nie dla ogółu. Ten brzeski model architektury przebija nawet Oławę z jej chilloławeczką. Brawo dla naszych włodarzy, brawo!
Przy takich fantasmagoriach trudno myśleć o trzech ławeczkach, o które proszą, poprzez radnego pana Tomasza Kubiaka, mieszkańcy przemierzający alejkę, łącznik między ul. Słowackiego a ul. Starobrzeską. Toż to sprawa niewarta nawet mrugnięcia okiem, nie mówiąc o pochyleniu się nad nią, więc niestety na interpelację w tym temacie pan Kubiak otrzymał odpowiedź odmowną. Bo jakże by inaczej? Zawracać sobie głowę takim mało istotnym drobiazgiem! A Nowa Trybuna Opolska podaje, że w Brzegu mają pojawić się kolejne ławki, może też niewidki, nawet fontanny w ramach poprawy jakości przestrzeni publicznej, więc chyba niepozorna alejka nie jest przestrzenią publiczną? Miejmy nadzieję, że brzescy pomysłodawcy i realizatorzy zamiast bujać w obłokach zejdą na ziemię. „Z każdej drogi można zawrócić i wybrać inną i to nie pozbawi czci i honoru”, czego życzy
Lilia Gebauer
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu brzeg24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz